sobota, 17 października 2015

Prawdziwi Polacy

Moja ulubiona pisarka Olga Tokarczuk otrzymała Nagrodę Literacką Nike 2015 za swoje Księgi Jakubowe.  Księgi zostałe ogłoszone powieścią zeszłego roku. I całkiem słusznie. Powieść jest wyjątkowa zarówno pod względem tematu jak i języka. Dwa dni po otrzymaniu nagrody autorka publicznie powiedziała w TV coś, co wstrząsnęło częścią narodu. Oto cytat z jej wypowiedzi:


 Trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy, jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów – powiedziała w „Minęła dwudziesta” w TVP Info Olga Tokarczuk

 No i podniosła się wrzawa. Jeszcze przed chwilą ukochana pisarka, a moment później znienawidzona "ukraińska ku**a", "żydowska szmata" i "zdrajczyni". Na facebooku pojawiły się groźby, ktoś podał informację o jej miejscu zamieszkania i radził, by się pod wskazany adres udać i zabić ją. Hejterzy dyszą i są rządni krwi. Krwi Tokarczuk, oczywiście. Na profilu patriotów z Nowej Rudy popłynęły szerokim strumieniem groźby i ostrzeżenia zapewniające nasza genialną pisarkę, że nigdy nie będzie czuła się bezpiecznie w swoim kraju. Została wykluczona z grupy polskiej społeczności. Jakaś bliżej nieokreslona dziennikarka Iwona L.Konieczna napisała na swoim blogu: "jak ktos ma ochotę, to ta zdrajczyni dostepna będzie publicznie, a naplucie w pysk tej zakłamnej baby jest warte nawet 1000 złotych". Tak interpretowana jest wolność słowa w Polsce. Mam nadzieję, że prawnik Tokarczuk zawlecze przed sąd tę Konieczną, ktora publicznie nawołuje do nienawiści. Ja stoję po stronie przerazonej Olgi Tokarczuk. Jej powyższa wypowiedź osadzona była w okreslonym kontekście - obalającym mit o monokulturowej tożsamości Polaków. Jej ostre słowa o Polakach nie przeszły bez echa. Odczuła to na wlasnej skórze. Ale, rzeczywiście naród polski potrzebuje uzupełnienia swojej wiedzy historycznej o te niechlubne momenty, "bo są w ojczyźnie rachunki krzywd". Uzupelnienia i nabrania dystansu. Czy komuś mowi coś rok 1881 w Warszawie? Oczywiście wydarzenia z tamtego roku można zwalić na rosyjskiego zaborcę - wtedy Polska była pod zaborami. Jednak w roku 1881 i to w samo Boże Narodzenie to nie Rosjanie, tylko Polacy dokonali pogromu stojąc tym samym po stronie znienawidzonej Rosji. Zatem okryli się hańbą podwójnie - dokonali pogromu Żydów i zrobili przysługę zaborcy rosyjskiemu. Tu nie jest ważna skala takich akcji. Istotne jest, że Polacy dopuszczali się gwałtu na innej grupie etnicznej. Na lekcjach historii uczono nas, że albo bylismy bohaterami, albo ofiarami. Albo jednym i drugim jednoczesnie. Innych treści nie było.  Obraz Polaka bohatera - ofiary został wylansowany w romatyzmie trendami winkielriedyzmu i mesjanizmu z Polską jako Chrystusem narodów oraz Trylogią Sienkiewicza.  Piętno tego nosimy do dzisiaj, a objawa się ono w chęci i gotowości do walki z każdym, kto tylko rzuci jakiekolwiek oskarżenie pod adresem Polaków. A kto to jest ten Polak? To człowiek. Człowiek zdolny do miłości, ale także i do nienawiści, człowiek może być leniwy albo pracowity, podły albo dobry, o sercu z kamienia lub o gołębim sercu, uczciwy, zakłamny,  kochający i nienawidzący, pokorny i zadufany w sobie, spokojny - gwaltowny, angażujący się - obojętny. Lista kontrastów może być bardzo długa, bo człowiek nie jest albo - albo. Jest przede wszytkim kolażem tych kontrastów. No, przyznajcie się czy nigdy nikomu nie zyczyliście, by tego kogoś jasna cholera wzięła? Czy nikt nie ma na sumieniu jakichś, nawet drobnych, złosliwości względem bliźniego swego lub chęci dokopania mu? Każdy ma swojego trupa w garderobie. Polacy, ktorzy wydawali ukrywających się Żydów podczas okupacji, nienawidzili też Polaków, bo wydając Żyda, wydawali  automatycznie swoich rodaków, skazując ich na pewną śmierć. Takich Polaków współpracujących z Niemcami chyba nie ma co żałować. Prawda? Jednak ci parszywi ludzie byli Polakami i popsuli całej reszcie dobre imię, a dzisiaj to my musimy się za nich wstydzić i wręcz desperacko szukać jakiegoś trzymającego się kupy wytłumaczenia ich niecnych postępków. A co do Trylogii, to nalezy ją dzisiaj czytać dla uprzyjemnienia sobie wieczorów, a nie "ku pokrzepieniu serc". Pokrzepienie było dobre, gdy Polska nie istniała, ale dzisiaj takie czytanie mija się z celem, a jest wręcz nawet szkodliwe, bo wychowuje w duchu konserwatywno - narodowym, kultywuje sarmatyzm i źle pojęty patriotyzm. Przy tym sarmatyzm to nie komplement. Historyczne powieści Sienkiewicza są kluczem do zrozumienia polskiego patriotyzmu - mit o ludziach waży więcej niż prawda o człowieku. Jesteśmy wychowani w półprawdzie. O bohaterach powinniśmy zawsze pamiętać, ale o antybohaterach również, a nie udawać, że takowi nie istnieli.  Polacy nie mają na sumieniu usankcjonwanej przez państwo eksterminacji jakiegoś narodu czy grupy etnicznej. Powiem więcej - na przestrzeni wieków państwo polskie dawało schronienie innowiercom i cudzoziemcom, ktorzy byli przesladowani w swoich krajach. Na tle innych państw Polska wypada dosyć i tak blado ze swoimi szykanami (to tak na pocieszenie), ale tu nie chodzi o porównania, kto zabił więcej Żydów, tylko o sam fakt zabijania. I mimo takich pięknych aktów (konfederacja warszawska 1573 roku) o wolności i rowności religijnej - pierwszego takiego na świecie, to prawo było łamane, bo róznie bywało z tą tolerancją. Autorzy aktu konfederacji warszawskiej tak motywowali swoją decyzję:
"...w Rzeczypospolitej naszej różność jest nie mała w sprawie religii chrześcijańskiej, zabiegając temu, aby się z tej przyczyny pomiędzy ludźmi zaburzenie jakie szkodliwe nie wszczęło, ktore po inszych królestwach jaśnie widzimy".

 Pamietam wielkie oburzenie części rodaków po filmie Pokłosie i zmasowany atak internautów po filmie Ida. Dostalo się tym "zdrajcom" - aktorom, reżyserom, teraz przyszła kolej na Tokarczuk. Ironią losu jest to, że  Tokarczuk, uwielbia internet i stawia na piedestał Wikipedię. W Księgach pisze, że gdyby jej bohater ksiądz Chmielowski żył w epoce internetu, to byłby szczęśliwy. Teraz Olga poznała również drugą stronę internetu - tę parszywą - została zniewazona, wykluczona i opluta przez prawdziwych Polaków, z ktorych wytrysnęła niczym gejzer, żółć.
Musze powiedziec, że z racji mojego szwedzkiego nazwiska, ktore kończy sie na - berg kilkakrotnie bylam pouczana przez jakichs obcych mi ludzi na facebooku, że jako Żydówka nie powinnam gadać o polskich sprawach, że mam spadać do Izraela i że nie jestem prawdziwą Polką i dodatkowo określona  "ładnymi" epitetami. Ja na szczęście nie przeżywam głęboko takich komentarzy. Skoro Polacy uwielbiaja mity o sobie samych opiewające ich szlachetność, dobroć bez granic, bezgraniczne poświęcenie dla kraju i bliźniego swego to skąd tyle nienawiści do uchodźców? A na koniec mam prośbę - czy może mi ktoś wyjaśnić kto to jest ten prawdziwy Polak? Z jakich ingrediencji się składa?

środa, 14 października 2015

O smętku

No i dopadła mnie ta cholera! Nostalgia jej na imię. Jestem sama w domu. Jedyne towarzystwo to śpiące dwa psy i kot, ktory nie może sobie miejsca znaleźć - ciągle tylko wchodzi i wychodzi. Poczytałam trochę o podróżach Odyseusza i zrobiło mi sie smętnie. Nagle przypomnialam sobie piosenkę Edyty Geppert, ktora kiedys zaśpiewała Prawdziwą historię Odyseusza. Odyseusz "odczuł nagle paniczny lęk przed zbliżającym sie koszmarem codzienności. Postanowił nie wracać". Ten "koszmar codzienności" wywołał we mnie wielką tesknotę za...wszystkim, co było i czego nie ma.  Rzuciłam się na Youtube i wysłuchałam piosenki w wykonaniu Geppert i jakimś cudem trafilam na tę oto piosenkę w wykonaniu Ireny Santor. Zostałam nią rażona. Nie tyle muzyką, co tekstem:

Puste plaże Juraty, zasnęły kosze już 
Tylko facet zawiany, podpiera nosem słup 
Szarą płachtę gazety, unosi w górę wiatr 
Dzisiaj nikt nie odczyta, co nam donosił świat 

Serce gryzie nostalgia, a dusze ścina lód 
W radiu śpiewa Mahalia, swój czarny smętny blues 
Hotel wolnych pokoi, w recepcji pająk śpi 
W torby wkładam powoli, okruchy tamtych dni 

Już nie ma dzikich plaż, 
Na których zbierałam bursztyny, 
Gdy z psem do ciebie szłam 
A mewy ósemki kreśliły, kreśliły 
Już nie ma dzikich plaż 
I gwarnej kafejki przy molo 
Nie jedna znikła twarz 
I wielu przegrało swą młodość, swą młodość 

Wsiadam w pociąg powrotny, ocieram jedną łzę 
Ludzie są samotni, czy tego chcą czy nie 
Patrzę w oczy jesieni, nad morzem stada chmur 
Pejzaż moich nadziei, umyka mi spod kół 

Serce gryzie nostalgia a dusze ścina lód 
W radiu śpiewa Mahalia, swój czarny smętny blues 
Hotel wolnych pokoi, w recepcji pająk śpi 
W torby wkładam powoli, okruchy tamtych dni 

Już nie ma dzikich plaż, 
Na których zbierałam bursztyny, 
Gdy z psem do ciebie szłam 
A mewy ósemki kreśliły, kreśliły 
Już nie ma dzikich plaż 
I gwarnej kafejki przy molo 
Nie jedna znikła twarz 
I wielu przegrało swą młodość, swą młodość 

Już nie ma dzikich plaż 
Starego sprzedawcy pamiątek 
I tylko w szumie traw znajduję ten cichy zakątek, zakątek 
Już nie ma dzikich plaż 
Na których zbierałam bursztyny 
Gdy z psem do ciebie szłam 
A mewy ósemki kreśliły, kreśliły 

Już nie ma dzikich plaż 
I gwarnej kafejki przy molo  
Nie jedna znikła twarz 
I wielu przegrało swą młodość, swą młodość.



Poczułam sie jak ten Odyseusz, rozczuliłam się na sobą i nad tym całym zyciem. Uroniłam kilka łez. Sączylam winko i spiewalam z Santorką pierwszy raz w życiu. Kiedys tylko kilkakrotnie słyszałam tę piosenkę i wtedy jakoś nie rwała mojej duszy na strzępy. Z pomocą i wsparciem przyszła Edyta Geppert ze swoją piosenką Nic nie muszę 

  Jeszcze kiedyś wstanę
I gdzieś w podróż ruszę
Nie wrócę nad ranem
Bo już nic nie muszę!

I może w posadach 
Ziemi nie poruszę
Ale tak się składa
Że już nic nie muszę!

Mogę trzasnąć drzwiami
Wyjść kiedy się duszę
Wzruszyć ramionami
Bo już nic nie muszę!

Głośno krzyczeć mogę
Płakać gdy się wzruszę
Zgubić słuszną drogę
Bo już nic nie muszę!

I o racje swoje
Kopii już nie kruszę
Świata się nie boję 
Bo już nic nie muszę!

Jeśli się nie skusisz
To ja cię nie zmuszę
Bo ty nic nie musisz
Tak jak ja nie muszę.

Milutkie trzy słowa
Jak miód na mą duszę
Powtarzam od nowa
że już , że już, że już...
Nic nie muszę...

Tylko to nic nie musze jest takie szalenie trudne. Ale może kiedyś wstanę...

niedziela, 11 października 2015

Jedziemy na EURO!!!

Polska - Irlandia dobiega końca. Zostały TYLKO 4 minuty. Kochani, to okropne. Najdluższe 4 minuty w moim zyciu. Nie wiedzialam, że kilkunastu facetow na boisku może rozpalić takie emocje i nerwówkę. Obgryzlam jeden z swoeich dlugich paznokci. Czekam na ten gwizdek sędziego jak dzieci na św. Mikołaja.
Koniec!!! Jedziemy do Francji pić szampana!!! Huuuuuurrrrraaaaaaa!
No, teraz moge spokojnie iść spać!




Weekend był wspaniały - rodzinny i smaczny! Menu - bigos, żeberka, sernik i tarta z jagodami. Siatkarze pokonali Białoruś 3 - 0! No, sami powiedzcie, czego człowiekowi więcej potrzeba do szczęścia? Chyba tylko tego, żeby jutro była niedziela.

czwartek, 8 października 2015

Ostrożność nie zawadzi

Przeziębiona, czy nie pojechalam dzisiaj rano do roboty. Wyjechalam ekstra wcześnie, bo w nocy popadał deszczyk przy minusowej temperaturze. Tylko minus 3, ale to oznacza, że asfalt w dalszym ciągu jest czarny, ale pieknie pokryty przezroczystym lodem, niewidocznym dla oka, ale odczuwalnym przy hamowaniu lub chodzeniu. Do miasta szczęśliwie dojechałam na moich letnich kołach. Nawet nie wiem, czy było ślisko, bo w zasadzie nie hamowałam, he, he, he. E4 jest prosta, więc jechalam przepisowo 110 km/h. W mieście natomiast zwolniłam i bez zatrzymywania się wjechałam na parking. Parking jest trochę zmniejszony ze względu na jakąś budowę. Rozglądałam się za jakimś wolnym miejscem i o, własnie takie minęłam. Zatrzymałam sie, wrzuciłam wsteczny i cofnęłam. Naglę poczułam jedno wielkie bummm! Oprzytomniałam i pomyslałam - co za cholera, na co ja najechałam?! Spojrzałam w lusterko. Nie wiem skąd, nie wiem kiedy, stanął za mną samochód. Ja go nie widziałam, chociaż rutynowo zawsze gapię się w lusterko zanim zacznę cofać. Właścicielką okazała się moja koleżanka z pracy. Obydwie wysiadłyśmy z naszych samochodów, by pooglądać szkody, ktore wyrządziłam. Mojemu samochodowi kompletnie nic sie nie stało, ale mój hak zdeformował jej tablicę rejestracyjną. Kolezanka zadowolona nie była, bo jak się okazało dzisiaj pojawil się jej anons o sprzedaży tego samochodu, więc auto ma być bez skazy. Oczywiście powiedzialam jej, że opłacę jej nową tablicę, jesli tego krzywego fragmentu nie da się jakoś wyprostować. Ciekawe tylko czy ktoś w ogóle kupi ten jej samochód, bo to jest akurat ten zniesławiony volkswagen, w dodatku w tej wersji, co to niby zamiast spalin wypuszcza z siebie świeże powietrze. Zapytalam dlaczego chce sprzedać, przeciez na pewno dostanie jakieś odszkodowanie za to, że została oszukana kupując auto z oprogramowaniem umozliwiającym manipulowanie emisji wydzielanych spalin.
tak wyglada ta tablica! 
   Mój hak wycelował w sam środek flagi Unii Europejskiej. Na szczęście na haku mam gumową osłonę, ktora na pewno zamortyzowala walnięcie. Jedyne, czego nie rozumiem, to wielki huk, gdy w nią trafiłam. Zanim wysiadlam z samochodu, to w głowie robilam szybki bilans strat, bo myslałam, że rozwaliłam jej przynajmniej połowę karoserii. Sama zastanawiam się, dlaczego nie slyszalam sensorow, ktore wyczuwaja za wysokie źdźbło trawy i ostrzegają mnie pipczeniem. Faktem jest, że mialam włączone radio, w ktorym dyskutowano o pisarzach czekajacych w kolejce do odebrania Nagrody Nobla. Oczywiście rano, byly to tylko spekulacje, kto może dostac te nagrodę w tym roku. No i co tu duzo gadać - po prostu zasłuchałam się. Jakie to szczęście, że w domu mam polską soplicę orzechową! Ta moja koleżanka jest jej wielbicielką. Rozsmakowala się w niej podczas pobytu w moim kraju, czyli w Polsce. Jesli nie uda jej sie sprzedac auta, to przynajmniej pocieszy się trochę orzechówką. A ja teraz idę do łóżka.

Aurora borealis i Bamboo

Późnym wieczorem Renee leżała na kanapie w salonie, wcinała mandarynki i ogladała jakieś amerykańskie badziewie z chichotami w tle. Ja obierałam grillowanego kurczaka ze skory i kości, by z mięska kurczaczanego przygotować ucztę dla moich piesków. Nagle zadzwonil telefon Renee. - Oj, to już lecę - wykrzyknęła do komorki. - Zorza, zorza nad nami wisi! - powiadomiła mnie i wybiegła na taras. A ja za nią. Szmaragdowa aurora borealis zwiewnie i sensualnie pląsała po moim niebie nad moją chałupą. Spektakl był niesamowity. Chciałam nawet zrobić zdjęcia, ale pod reką miałam tylko komórkę, która nie była w stanie zarejestrować tego nadzwyczajnego spektaklu.
Za to moja koleżanką zrobiła widowiskowe zdjęcie, bo na jej niebie tańcowala ta sama zorza:


A ja jestem przeziębiona - oczy mi łzawią, zatoki mam zatkane, a w uszach wodę (chyba), ledwo widze i ledwo słyszę. Do tego mam przytepiony smak. Chyba przez to przeziębienie. Jem czekoladę i nic nie czuję. Boję się, że tak mi już zostanie. Kupiłam sobie ostatnio perfumy Gucci Bamboo. Gdy kupowalam to pachniały przepieknie, a teraz w ogole nie czuję ich uwodzicielskiego zapachu. Straszne, bo ich cena też była straszna i MUSZĄ pachnieć! Chyba, że z godnie z ich nazwą zostalam zrobiona w bambusa.

A na dobranoc:

     

wtorek, 6 października 2015

O świecie, w ktorym żyjemy

Wczoraj po południu ogłoszono smutną wiadomość o śmierci świetnego szwedzkiego pisarza Henninga Mankella. Dzisiaj gazety wyglądały tak:

"Mistrz postawił kropkę"

Król kryminałów zmarł oczywiście na raka. Bo w obecnych czasach, to już chyba wszyscy na tego raka umierają.  Kurt Wallander to jedna z moich ulubionych postaci literackich. Jednak w powieściach Mankella najbardziej podoba mi się krytyka społeczna, która została sprytnie wpisana w dialogi bohaterów, w ich myśli i postrzeganie świata. To naprawdę jest kopalnia wiedzy o szwedzkim społeczeństwie. Lepszej niż jakies socjologiczne i nudne jak flaki z olejem prace dotyczące szwedzkości czy duszy szwedzkiej.  Na przykład w jednej z powieści zostaje zamordowany bliski - przyjaciel / współpracownik Wallandera, no i okazuje się, że inspektor nic nie wie o najblizszej rodzinie zamordowanego kumpla. Nie wie, kogo wlaściwie ma zawiadomić o jego śmierci. To prawda. Ja pracuję w jednej i tej samej firmie, a niewiele wiem o życiu prywatnym moich kolegów z pracy. Nie wiem, czym sie interesują, nie wiem co lubią, a czego nie, ile maja dzieci itd. czy maja mężów / żony, a może są singlami. Kompletnie nic! Jedynie wiem co nieco o prywatnym życiu Chorwatki i Rosjanki. Czyżby dlatego, że my trzy to słowiańskie dusze. I wcale nie szkodzi, że jedna jest Słowianką zachodnią, druga poludniowa, a trzecia wschodnią.
Inna niezbyt zabawna wiadomość, to taka, że mrozy nadeszły. Dzisiaj rano przecierałam oczy ze zdziwienia, gdy na termometrze za oknem doliczyłam się minus siedmiu stopni. Trawa była lekko jak welonem czy mgiełką pokryta szronem, ale słońce już wdrapywało sie na niebo, co zapowiadało, że nocne mrozy znikną w ciągu dnia. I tak właśnie było. W tej chwili mróz już panoszy się po podwórcu, a ja się cieszę, że w ostaniej chwili wygrzebałam z ziemi wszystkie ziemniaki. Dzisiaj rownież zarejestrowałam się w polskiej ambasadzie w Sztokholmie do wzięcia udziału w głosowaniu. Mój głos oddam Warszawie. Niestety nie mogłam wybrać sobie Gdańska. Warszawa dla takich jak ja jest z przydziału. W czasie moich jazd samochodem mam czas na refleksję. Świat siedzi na bombie, a piłkarze dalej rozgrywaja swoje mecze, jakby nigdy nic i zdawałoby się, że jedynym problemem istniejącym na ziemi jest wkopanie przeciwnikowi kilku bramek. Wszystko dzieje się wlasciwie obok. Obok Putin zrzuca bomby na siedliska bojownikow Państwa Islamskiego, a w Gdańsku pokazano małe lwiątka, ktore się niedawno urodzily w tamtejszym ZOO. 60 milionów ludzi w Afryce cierpi głód, a w Europie wywala się jedna trzecią żywności. Ja sobie śmigam samochodem, a uchodźcy w obozach w Jordanii marzą o rowerach. W tym samym momencie, gdy ja popijam kawę latte, to małe dziewczynki obwieszone bombami eksplodują w tumie ludzi na targowiskach w Nigerii. A w kraju, w ktorym mieszkam, znanym zreszta z dziarskich feministek, gender, równości płci młode dziewczyny poddawane są kontroli ginekologicznej, czy są dziewicami. Własnie obejrzalam program dokumentalny Kalla Fakta - Zimne fakty, ktory dzisiaj byl poświęcony kontroli dziewictwa. Rzecz dzieje się we wspólczesnej Szwecji. Ciotka dziewczyny wywiera na nia nacisk, by ta poszła do ginekologa na kontrolę, ktory zaświadczy (na pismie), że dziewczyna jest dziewicą. Jesli okaże się, że nie jest, to oferuje zszycie, oczywiście za oplata. To zszycie ma się odbyć dzień przed slubem. Zapewne domyślacie się, że nie pisze tu o Szwedkach czy Europejkach. To imigranci mieszkajacy tu od lat, pracujący jako lekarze i ich mlodociane pacjentki / klientki, ktore już sie w Szwecji urodziły, za to ich rodzice przywędrowali z innych kulturowo krajów są bohaterami reportażu. Wygląda na to, że rodzice i krewni są niereformowalni. Dalej hołdują swoim chorym tradycjom, ktorych ofiarą przesladowania przez własną rodzinę jest właśnie dziewczyna. Reportaż, rozmowy z lekarzami wszystko to nakręcono przez podstawione dziewczyny, ktore podczas wizyt miały zainstalowane ukryte kamery. Jestem oburzona, że takie historie mają miejsce w Szwecji / Europie i przerażona, że ludzie przywożą z sobą potworne obyczaje, zwyczaje i krzewią je w Europie. Oczywiście, oni dobrze wiedzą, że robią to nielegalnie, tym bardziej kara powinna być za to bardzo surowa. A feministki może w końcu niech sie zajmą tymi mamuskami, cioteczkami, a przede wszystkim mężczyznami z kregu tych poza europejskich kultur. Idę spać!

niedziela, 4 października 2015

Pieskie życie piesków

Kończy się niedziela, co nie jest wcale, a wcale fajne, bo to oznacza tylko jedno - że jutro jest poniedziałek. Nie ukrywam, że jestem zmęczona, ale nie dlatego, że jest już wieczów, ale dlatego, że caly dzień spędzilam na nogach! Jesień za oknem, jesień w powietrzu - przyjemnie, a ja z okazji Dnia Bułki Drożdżowej z cynamonem stalam w kuchni i produkowalam je. A żeby bylo jeszcze bardziej jesiennie, to zrobilam również ciasto marchewkowe, Paulina upiekła tartę jablkową (z naszych własnych jabłek!), zrobiłam lasagne na obiad i potem okazało się, że niedziela minęła. Noc mialam fatalną. Nasza psina Tilda ma teraz swój czerwony tydzień. Nemo szaleje z pragnienia miłości. Tilda chodzi w gaciach, jest odizolowana, tzn. siedzi w pokoju za kratą, bo drzwi do salonu nie ma, więc zastawiamy wejście takim metalowym płotkiem. Nemo jęczy, chwilami zawyje, patrza na siebie przez te kratę. Na szczęście Renee bierze Tildę zwykle na noc do siebie do domu, ale tej ostatniej nocy psinka spała razem z Pauliną na piętrze, a Nemo został z nami na dole. Kratą zastawiliśmy wejście na schody. Noc jednak była okropna Nemo spał u podnóża schodów. Co jakiś czas się budził i szczekał, jakby ktoś wlamywal się do domu. O 5.58 sterczał przy mnie, szczekal mi do ucha i ciągnął mnie za rękę. Zwlokłam się z łóżka, dotarłam do drzwi i wypuściłam go na dwór. Rozbudziłam się, zrobiłam sobie kawę i zajęłam się przeglądem prasy tej polskiej i tej szwedzkiej. Rozbudziłam się i tak siedziałam nad tą kawą i nie wiedziałam, czy mam wracać do łóżka, czy nie. Poczytałam książkę, ugotowalam dla kur posilek - tagliatelle, do którego po wylaniu wody dodalam pokrojone jabłko, resztki ogórka, trochę chleba, wrzuciłam ziarna kukurydzy, no i poszłam w ten chłodny poranek
 (2 stopnie) otworzyć kurnik i zaprosić moje kurki na śniadanie. Nemo troche pobiegał i po tej przechadzce wróciłam do łóżka. Zasnęłam na niecałą godzinę, bo Nemo znowu zaczął mieć uderzenia testosteronu - biegał, szczekał, jęczał. Przedwczoraj gdyRenee trzymala na kolanach Tildę, to Nemo kręcił się koło krzesła, na którym siedziała i trochę podszarpywał stopy Renee. Ronny chcial go usadzić, wydal gromkim głosem "siad!!!", ale że pies nic sobie z tego nie robil, to Ronny usiłował chwycić go za fraki i wynieść z kuchni. Zlapal go jednak jakoś pod pyskiem, na co Nemo zareagował wbiciem swoich ostrych kłów w rękę Ronnego. Ronny zawył głośniej niż Nemo. Krew się polała. Obiadowy nastrój prysł. A obiad zrobił Jens - grillowany schab z pieczonymi ziemniakami. Ja siedzialam nad swoim talerzem i spokojnie jadlam, ale oni - Renne i Ronny zaczęli oskarzac mnie, że ja mam wszystko gdzieś, że stoję po stronie psa, a wychować go nie umiem, że tata (to znaczy Ronny) może będzie musiał jechać na pogotowie, bo ja rozpieścilam psa, ktory nikogo i niczego nie słucha. Ronny zawinął sobie rekę papierowym ręcznikiem i czekal, kiedy dostanie zakażenia krwi. Nie dostał. Widać te papierowe ręczniki zdają egzamin nawet w krwawych sytuacjach. 
Dzisiaj wieczorem dowiedziałam się, że Nagrodę Literacką "Nike" 2015 otrzymała Olga Tokarczuk. Księgi Jakubowe książką roku! Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam, że dostanie tę nagrodę. Teraz czekam już tylko na Nobla dla Tokarczuk. Wspaniała proza, wspaniały temat, nieprawdopodobna erudycja. Jest to arcydzieło napisane z wielkim epickim rozmachem . Cieszę się, że mam tę powieść w domu. 
Jutro zaczynam rutynowe życie. Chyba jak każdy z nas. Uważam, że tydzien pracy powinnien trwać tylko cztery dni. Piątek, sobota, niedziela dla rodziny i odnowy bilogicznej. Czy jakaś partia wpadła na taki pomysł - czterodniowy tydzień pracy?

PS. Mojemu mężowi bardzo sie podoba Barbara Nowcka. Patrzył na nią intesywnie, gdy ta przemawiala na konwencji Zjednoczonej Lewicy. Co prawda nic nie rozumial, co ona mówiła, ale stwierdził, że jest bardzo, bardzo, hmm.