piątek, 1 lutego 2013
Sensacje
No i bardzo dobrze, że rząd polski jest wezwany przez Unię na dywanik i z czapką w ręce musi tłumaczyć się i rozliczać z pieniędzy przed Komisją Europejską. Dobrze, że KE zamroziła wypłaty. Teraz dopiero poczują ci rządzący, co to znaczy nie dostać kasy. Jednak jakaś sprawiedliwość istnieje. A iluż to budowniczych tych polskich dróg, którzy pracowali na okrągło, by zdążyć na Euro, nie dostało pensji, ile to firm zbankrutowało! Jak można nie płacić za wykonaną pracę? Jak to jest w ogóle mozliwe, by ludzie, którzy nie otrzymali należnego im wynagrodzenia musieli sami walczyć o nie na drodze sądowej? Zatem głośno powtarzam: -Niech teraz rząd stoi i prosi o pieniądze u wrót Unii, może poczują się chociaż trochę tak samo parszywie jak ci oszukani pracownicy. Obciach nie z tej ziemi. Faktem jest, że ta kara uderza w całe społeczeństwo, ale co tam autostrady. Polacy potrafią jeździć nawet po tych dziurawych. Inna polska sensacja nazywa się Krystyna Pawłowicz. Ta kobieta chyba wprawiła nie tylko mnie, ale też chyba samą siebie w osłupienie. Jej przemówienia to kwintesencja miłości bliźniego swego. Nie wiem, czy ekskomunika jest wystarczająco surową karą dla niej, ale roczna terapia w klasztorze kamedułek jest jej potrzebna. Regułą tego klasztoru jest ścisła klauzura, milczenie i pokuta.
wtorek, 29 stycznia 2013
Moda obyczajowa
A dzisiaj to wpadła tu do nas na chwilę wiosna. Było plus dwa stopnie i mżył deszczyk. Oddychało się zupełnie innym powietrzem. Jak ulga! Ile ta "wiosna" potrwa, tego nie wiem. Pługi odgarniały błoto na drogach, a solarki sypały solą. Wiadomo jak ślisko może być w nocy, gdy mróz się ocknie. Przyjemnie jednak dzisiaj było - taka mała przerwa na zaczerpnięcie oddechu. I nie szkodzi, że słońce nawet na chwilę nie wyjrzało. Week - end minął blyskawicznie. Odwiedziła mnie moja Paulina, ktora nawet u mnie przenocowała z soboty na niedzielę. Było wino, sernik i rozmowy. To od niej dowiaduję się, co jest trendy w mieście, o czym się mówi i co się aktualnie dzieje w środowisku pieknych dwudziestoletnich i mlodych trzydziestoletnich. Umeå jest miastem, w ktorym powstaja ekstremalne warianty różnych trendow. Kiedyś powstal tu ruch wegański. Do tego stopnia radykalny, że MacDonald miał problemy z otwarciem swoich hamburgerowni, a to szyby ktoś im zamalowywał lub zwyczajnie je wybijal, a to podpalano różnego rodzaju budki sprzedające hot - dogi czy nawet demolowano samochody ciężarowe z przyczepami, które wiozły mięso do produkcji kiełbas. Ruch wegański był tu silny i bardzo zdeterminowany w swoich działaniach. Dzisiaj już chyba malo kto o nich pamięta. Większość z tych rewolucyjnych weganow została pewnie wylapana przez policję lub zmienila styl życia na takie zwykle typu Svensson - willa, samochód, labrador. Dzisiaj w modzie jest gender - zrównanie płci. Własciwie to juz nie jest trend to jest nowa religia. Nie ma żadnych męskich czy kobiecych zachowań, bo według gender są to zachowania wpajane nam od kolebki czyli nabyte, a nie wrodzone. Gender to płeć kulturowa. Ciekawe w tym genderowskim światopoglądzie jest to, że to głównie młode kobiety analizują i krytycznie oceniają zachowania mężczyzn. Chociaż te starsze czterdziestki, czy pięćdziesiątki nie chca pozostawac w tyle i też mają genderowe poglądy. Mimo jednak nowoczesnych poglądów pędzą do domu po pracy, by przygotować obiad dla męża. Paulina ma genderową koleżankę, ktorej uwadze nie umknie nic. Ostatnio w czworke grali w jakąs grę na x-box i kolezanka zauważyla, że gdy stery przejmowala Paulina, to chłopaki pomagali jej mowiąc co ma robić, gdzie naciskać, czego unikać. Gdy jej kumpel grał, to już nikt mu nie mówił jak ma działać. No i oczywiście ta koleżanka w trakcie ich grania informowała towarzystwo o swoich obserwacjach. Według niej koledzy nie powinni instruować kobiet. Najbardziej jednak zaskoczyła pozostałych, gdy oznajmiła, że była na gender - party. To znaczy na jakim? Czy dziewczyny ubraly sie po męsku, a chlopacy po żeńsku? Czy dziewczyny udawaly, że są chlopakami, a chlopacy - dziewczynami. Chociaż wlaściwie według gender swoją kulturową pleć stwarza się samemu - mozna wybrać z szerokiego wachlarza: homo -,
bi -, hetero -, transseksualną, a jak ktos lubi to może zostać sadystą lub masochistą czy poligamistą. Paulina zapytała ją na czym polegało to gender - party. (Bo chyba to nie było kulturową orgią seksualną). Czy chłopy ubrali na siebie fartuszki kuchenne i robili kanapeczki, a dziewczyny mieszały drinki, otwierały piwo i podawały im? Chociaż z genderowego kąta widzenia, to znowu kobiety serwowałby mężczyznom. Dostała tak pokręconą odpowiedź, której nikt chyba nie zrozumiał, bo nawet Mikael następnego dnia zapytał Paulinę, o co chodziło tej koleżance. A koleżanka może tak godzinami analizować każdy męski krok, męskie reakcje, męskie zachowania i robi to na swoich własnych kolegach. Ciekawe, co to będzie, gdy któryś z nich już nie wytrzyma tego czepiania sie i wytykania mu, ze jest "typowym mężczyzną". Nie muszę chyba pisać, że koleżanka Pauliny jest singelką. Ciekawa jestem dlaczego? Może szuka takiego, ktory mógłby urodzić jej dziecko - hen? Później przyjmie na siebie rolę matki, a może ojca, ktoż to wie i będzie tak jak w tym dowcipie: Mamusia wychodzi na spacer z niemowlęciem. Napotkana pani zagląda do wózeczka, uśmiecha się i mówi: jaki śliczny bobas! Chłopczyk czy dziewczynka? Mamusia odpowiada: Nie wiem, jak dorośnie, to samo zdecyduje. Właściwie ONZ powinno wykroić terytorium na ziemi niczyjej lub udostepnić jakąs wyspę i utworzyć wolne państwo genderowe. Gender - island. Wszyscy poszukiwacze swoich płci powinni ją zamieszkać i pokazać nam pozostałym jacy są szczęśliwi. Bo gender to obiecuje. Zupelnie podobnie jak to robil komunizm. Tez obiecywal równość i szczęście. No i tak wszystkich uszczęśliwił, ze dzisiaj w Polsce jest zabronione nawet używanie symboli komunistycznych. A jaki jest moj stosunek do gender? Jest umiarkowany i nie jest skomplikowany, bo ja akurat nie mam problemow z moją tożsamością i wiem kim jestem. Zasypiam jako kobieta, rano budze się jako kobieta i w ciągu dnia funkcjonuję jako kobieta. Jeszcze nigdy nie zastanawialam się czy jestem w jakiejś części mężczyzną albo czy nim chciałabym być. Nawet coś takiego nie przyśniło mi się w snach, że jestem na przyklad androgynem czy jakims wąsatym chłopem. Obecni w moim życiu mężczyźni rownież nie maja żadnych tożsamościowych dylematów i nie muszą latać po różnych gender - party w poszukiwaniu swojgo ego. Pewnie dlatego, że oni o gender nie mieli/ nie mają zielonego pojęcia i nie ulegli jego wpływom, i w ten sposob ominęło ich stwarzanie siebie samych. Tacy nienowocześni! Gender, o którego istnieniu ja dowiedziałam się, gdy studiowalam tu w Szwecji i literaturoznawsto i etnologię zainteresował mnie swoją nowością. Poczytałam sobie o jego założeniach, wysłuchałam kilku wykładów, dowiedzialam się, czym to się je i stwierdziłam, że jeżeli ktoś chce namieszać w głowach ludziom, to może do tego spokojnie użyć gender. Kierunek ten na uniwersytecie znajduje wielu chętnych. Nie bardzo wiem w jakim zawodzie można pracować po takich studiach, ale rząd norweski przestał finasować te studia motywując to stwierdzeniem, że gender nie jest żadną dziedziną naukową, tylko zwykłą ideologią. Ciekawa jestem, kiedy w Szwecji rząd stwierdzi to samo. Gender "śmieszy, tumani, przestrasza" i dobrze. Przynajmniej jest o czym gadać, ale lepiej by było, żeby nie tumanił dzieci.
bi -, hetero -, transseksualną, a jak ktos lubi to może zostać sadystą lub masochistą czy poligamistą. Paulina zapytała ją na czym polegało to gender - party. (Bo chyba to nie było kulturową orgią seksualną). Czy chłopy ubrali na siebie fartuszki kuchenne i robili kanapeczki, a dziewczyny mieszały drinki, otwierały piwo i podawały im? Chociaż z genderowego kąta widzenia, to znowu kobiety serwowałby mężczyznom. Dostała tak pokręconą odpowiedź, której nikt chyba nie zrozumiał, bo nawet Mikael następnego dnia zapytał Paulinę, o co chodziło tej koleżance. A koleżanka może tak godzinami analizować każdy męski krok, męskie reakcje, męskie zachowania i robi to na swoich własnych kolegach. Ciekawe, co to będzie, gdy któryś z nich już nie wytrzyma tego czepiania sie i wytykania mu, ze jest "typowym mężczyzną". Nie muszę chyba pisać, że koleżanka Pauliny jest singelką. Ciekawa jestem dlaczego? Może szuka takiego, ktory mógłby urodzić jej dziecko - hen? Później przyjmie na siebie rolę matki, a może ojca, ktoż to wie i będzie tak jak w tym dowcipie: Mamusia wychodzi na spacer z niemowlęciem. Napotkana pani zagląda do wózeczka, uśmiecha się i mówi: jaki śliczny bobas! Chłopczyk czy dziewczynka? Mamusia odpowiada: Nie wiem, jak dorośnie, to samo zdecyduje. Właściwie ONZ powinno wykroić terytorium na ziemi niczyjej lub udostepnić jakąs wyspę i utworzyć wolne państwo genderowe. Gender - island. Wszyscy poszukiwacze swoich płci powinni ją zamieszkać i pokazać nam pozostałym jacy są szczęśliwi. Bo gender to obiecuje. Zupelnie podobnie jak to robil komunizm. Tez obiecywal równość i szczęście. No i tak wszystkich uszczęśliwił, ze dzisiaj w Polsce jest zabronione nawet używanie symboli komunistycznych. A jaki jest moj stosunek do gender? Jest umiarkowany i nie jest skomplikowany, bo ja akurat nie mam problemow z moją tożsamością i wiem kim jestem. Zasypiam jako kobieta, rano budze się jako kobieta i w ciągu dnia funkcjonuję jako kobieta. Jeszcze nigdy nie zastanawialam się czy jestem w jakiejś części mężczyzną albo czy nim chciałabym być. Nawet coś takiego nie przyśniło mi się w snach, że jestem na przyklad androgynem czy jakims wąsatym chłopem. Obecni w moim życiu mężczyźni rownież nie maja żadnych tożsamościowych dylematów i nie muszą latać po różnych gender - party w poszukiwaniu swojgo ego. Pewnie dlatego, że oni o gender nie mieli/ nie mają zielonego pojęcia i nie ulegli jego wpływom, i w ten sposob ominęło ich stwarzanie siebie samych. Tacy nienowocześni! Gender, o którego istnieniu ja dowiedziałam się, gdy studiowalam tu w Szwecji i literaturoznawsto i etnologię zainteresował mnie swoją nowością. Poczytałam sobie o jego założeniach, wysłuchałam kilku wykładów, dowiedzialam się, czym to się je i stwierdziłam, że jeżeli ktoś chce namieszać w głowach ludziom, to może do tego spokojnie użyć gender. Kierunek ten na uniwersytecie znajduje wielu chętnych. Nie bardzo wiem w jakim zawodzie można pracować po takich studiach, ale rząd norweski przestał finasować te studia motywując to stwierdzeniem, że gender nie jest żadną dziedziną naukową, tylko zwykłą ideologią. Ciekawa jestem, kiedy w Szwecji rząd stwierdzi to samo. Gender "śmieszy, tumani, przestrasza" i dobrze. Przynajmniej jest o czym gadać, ale lepiej by było, żeby nie tumanił dzieci.
sobota, 26 stycznia 2013
Ostatnia deska ratunku
Nie ukrywam, że w tym za przeproszeniem cholernym klimacie już tylko Radio Złote Przeboje trzyma mnie przy życiu. Ten mróz jest juz tak irytujący jak muchy w lecie. Nie podoba mi się rzeczywistośc, więc juz na wszelkie sposoby usiłuję wymyśleć sobie inną. Trudno jednak wymyśleć sobie, że jest upał. Chyba wręcz niemozliwe, skoro okutana jak wańka - wstańka wychodzę na zewnątrz i telepię zębami z zimna. To jest chyba już jakaś psychosomatyczna przypadłość, bo jak już wyżej wspomniałam, jestem ciepło ubrana. Ronny, mądrala, zawsze i w kółko powtarza, że "nie ma złej pogody, tylko są złe ubrania", to właśnie ten jego komentarz sprowokował u mnie chęć zakupu spódnicy narciarskiej - cienkiej, a jednak ocieplanej i w dodatku lekkiej jak pióro. Wyrób i patent szwedzki, żadne tam made in China. Cena za nią tez szwedzka, a nie chińska. 1000 koron czyli 480 polskich zlotych! Pokazałam Ronnemu nabytek i oznajmiłam, że teraz mam właściwy ciuch, adekwatny do pogody. Ze złośliwą satysfakcją pokazałam mu również cenę. Od razu humor go opuścił i stwierdził, że to jest nienormalne, żeby spódnica tyle kosztowała. Ja z kolei odpowiedziałam mu, że:
1. była w tym sklepie sportowym jeszcze inna spódnica, chociaż podobna w fasonie - droższa (1500 kr)
2. niech się zastanowi, bo może emigracja do jakichś cieplych krajów będzie tańsza niż zaopatrywanie się w ciuchy zimowe w sklepach sportowych. To też jest w końcu jakies wyjście z tego klimatu. A tak na marginesie, to chłopak Renée Jens nosi na sobie kurtkę pierzynę za... 7000 koron, za to pod kurtką ma tylko t-shirt z krótkimi rękawkami!
Z radia lecą tylko przeboje z moich szalonych takich 20 plus lat. Oj tańczylo sie, tańczyło! Teraz też mam ochotę, by pójść do jakiegoś klubu na disco. Tylko, że towarzystwo w moim wieku jakoś nie ma ochoty. Po całym tygodniu pracy wszyscy reanimują sie, a w najlepszym razie wloką się do opery. Dobrze chociaż, że w Umeå jest ta opera. Właśnie teraz leci ABBA i moja córka pyta, co to za grupa śpiewa! O! zgrozo. Taka ta młodzież za przeproszeniem ciemna jest dzisiaj. A jest to jeden z moich naj-, naj-, naj- najukochańszych przebojów Lay all your love on me! Znam ją na pamięć, a ona pyta, kto to śpiewa! Jest to piosenka z płyty Super Trouper
No i proszę, mieszkam, zyję, bytuję w samym środku paradoksu! Zaraz wyjasnie, co mam na mysli. Na mysli mam ten ultraliberalny kraj Szwecję. Każdy znajdzie tu coś dla siebie i swojej normalnej lub powykręcanej psychiki poza ciepłem! Wszystko jest dozwolone, problem w tym , ze nic mi się nie chce - ani tego co dozwolone, ani tego co niedozowlone, np. jazdy samochodem pod prąd. Tu nawet mozna swoje dzieko do bezpłciowego przedszkola wysłać, jesli ma się na to ochotę. Tak, tak w Sztokholmie znajduje się przedszkole, do którego nie chodza dzieci płci męskiej czy żeńskiej tylko nijakiej. Gramatyka szwedzka nie przewidziała takiego obrotu sprawy, gdyż zaimek "ono" nie istnieje. Jest on - han, ona - hon, a "ono" nie ma. Zatem wymyślono - HEN. U takich genderowych rodziców nie rodzi się corka - hon, czy syn - han, tylko hen. W przedszkolu tym używają tego wymyślonego, na rzecz prania mózgów i jakiejś chorej indoktrynacji, ubranej w ładną ideologię zatarcia różnic płciowych, zaimka hen z pełną konsekwencją. Państwo to chroni prawa dziecka jednoczesnie łamiąc je, gdy zezwala na takie eksperymenmty na żywym organizmie. Bo chyba każde dziecko ma prawo do swojej tożsamości płciowej? Ja bym tych hen - oszołomów pogoniła do jakiejś ciężkiej pracy fizycznej, żeby ze zmęczenia nie mogli wymyślać takich idiotyzmów. No, więc w tym kraju wszystko wolno, a przez ten mroz niczego się nie chce i to jest ten paradoks. W końcu siedzi człowiek w tym domu, słucha radia i popija procenty, to znaczy rozgrzewa się od wewnątrz, bo na nic innego nie ma ochoty. Gdyby nie było tak zimno, to wyszłabym do lasu i zaczęła wyć jak wilk, a tak to idę do łóżka. Pa!
A to na dobranoc
The winner takes it all!
One of us
The day before you came
1. była w tym sklepie sportowym jeszcze inna spódnica, chociaż podobna w fasonie - droższa (1500 kr)
2. niech się zastanowi, bo może emigracja do jakichś cieplych krajów będzie tańsza niż zaopatrywanie się w ciuchy zimowe w sklepach sportowych. To też jest w końcu jakies wyjście z tego klimatu. A tak na marginesie, to chłopak Renée Jens nosi na sobie kurtkę pierzynę za... 7000 koron, za to pod kurtką ma tylko t-shirt z krótkimi rękawkami!
Z radia lecą tylko przeboje z moich szalonych takich 20 plus lat. Oj tańczylo sie, tańczyło! Teraz też mam ochotę, by pójść do jakiegoś klubu na disco. Tylko, że towarzystwo w moim wieku jakoś nie ma ochoty. Po całym tygodniu pracy wszyscy reanimują sie, a w najlepszym razie wloką się do opery. Dobrze chociaż, że w Umeå jest ta opera. Właśnie teraz leci ABBA i moja córka pyta, co to za grupa śpiewa! O! zgrozo. Taka ta młodzież za przeproszeniem ciemna jest dzisiaj. A jest to jeden z moich naj-, naj-, naj- najukochańszych przebojów Lay all your love on me! Znam ją na pamięć, a ona pyta, kto to śpiewa! Jest to piosenka z płyty Super Trouper
A to na dobranoc
The winner takes it all!
The day before you came
czwartek, 24 stycznia 2013
Bigosu ciąg dalszy...
"Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną ;w słowach wydać trudno", a jednak spróbuję.
Ugotowany przeze mnie bigos z Calvadosem okazał się paskudztwem jakich mało. Śmierdzial octem, a kwasota wykrzywiała nam gęby na wszystkie mozliwe strony. Ronny czul niewiele, bo on prawie każde jedzenie zalewa keczupem. Już legendarna stala się pierwsza w jego życiu konsumpcja polskiego rosołu autorstwa mojej mamy. Łyżką najpierw wychłeptał bulion zostawiając spagetti. Następnie zapytal moją mamę, czy ma keczup. Wszyscy ze zdziwieniem popatrzyliśmy na siebie, ale keczup zostal mu podany. Gość w dom, Bóg w dom. W milczeniu obserwowaliśmy, co on takiego zrobi. A on polał keczupem spagetti i nawijając jakoś na łyżkę zaczął je jeść. Gdy zakończył, podziękował i powiedział, że smaczna była ta woda do spaghetti. Polska zupą stoi, więc my zastanawialismy się, co też takiego jedzą na obiad ludzie Zachodu. Jakby nie było bardziej cywilizowani te dwadzieścia kilka lat temu. Dzisiaj najbardziej obawiałam się, czy ten bigos na Calvadosie i marmoladzie nie spowoduje jakiejś rewolucji żołądkowej, szczególnie martwilam się o Ronnego, bo przecież zaraz po spozyciu udawał się do swojej pracy. Potem nagle przestraszyłam się, że może zatrzyma go policja i będzie musial dmuchać i okaże się, że ma jakieś promile, bo podczas gotowania wytworzyl się ocet, to może cała ta kapusta zrobila się alkoholowa. Gotowanie to chemia, i różne procesy przebiegają. Trochę boję sie zadzwonić do niego, by spytać jak mu się pracuje. A mój mężuś zrobil się jakiś ostatnio przesympatyczny. Wczoraj rano, po powrocie z pracy przyniósł mi do łóżka na tacy kawę i semlę. | semla na śniadanie |
Dzisiaj rano zaskoczył mnie śniadaniem w postaci kanapek i kawy. Półmisek potraktował jako tacę. Szkoda jedynie, że akurat dzisiaj rano nie spieszyłam się, bo pracę zaczynałam znacznie później, bo o 10.30, a to dlatego, że poranna konferencja została przeniesiona na godziny wieczorne. Zjadłam i znowu zasnęłam. Po pracy wpadłam do domu i podałam ten nieszczęsny bigos. Ja nie mogłam go przełknąć, a Ronny jakoś jadł i specjalnie nie narzekał. Po obiedzie wrzuciłam caly bigos do durszlaka i wypłukalam go pod bieżącą wodą w ramach reanimcji. Uczyniłam ten desperacki krok, bo myślalam o delikatesowym, drogim, z najwyższej półki boczku wędzonym, którego pół kilo utopilam w tej kapuście. Te mycie bigosu zlikwidował jego smak. I to dosłownie, bo już niczym nie smakuje, ale octowy aromat pozostał. A jaka jest puenta tego opowiadania? Proszę nie myć bigosu! Jedno powiem na zakończenie - udało mi się stworzyć antymickiewiczowski bigos (patrz: Pan Tadeusz, ks.IV)
środa, 23 stycznia 2013
Ale bigos!
Od kilku dni nie pisałam, ba nawet nie zaglądałam tu na swój blog, bo ja jestem krótko mówiąc kobietą pracującą. I czytającą. Rodzice przysłali mi kolejne książki o Agacie Raisin i ugrzęzłam. Każdą wolną minutkę wykorzystywalam na to, by dorwać się do książki. Po całym dniu pracy, zrobieniu zakupów i obiadów, czytalam i jednym okiem patrzylam w TV, by wiedzieć, co takiego dzieje się na świecie. Zupelnie nie wiem, po co? Ani wczoraj, ani dzisiaj nie oglądalam i nie słuchałam żadnych wiadomości i nagle wieczorem włączyłam telewizor i uslyszalam coś o wielkich premiach dla posłow (?), a teraz, gdy siedzę tu w kuchni i piszę, to doszła do mnie kolejna informacja, że kardynal Józef Glemp nie żyje. To on przeprowadzil Polskę/Polaków przez stan wojenny. Ja wtedy chodzilam do ogólniaka, ktory zresztą znajduje się nieopodal zarówno stoczni gdańskiej i kościoła św. Brygidy i nazwisko Glempa towarzyszyło mi przez całą moją młodość. Po prostu był on ciągle obecny w życiu zrewolucjonizowanych nastolatków tamtych czasów.
Co do premii dla posłów, to już niech sami zastanowią się, czy na nie zasłużyli, jeśli uważają, że tak i będą mogli spać spokojnie po nocach, to niech im wyjdzie to na zdrowie. Ale nie wiem dlaczego wszystkich szokuje wysokość premii. Władza od zarania dziejów ludzkości była synonimem wielkich pieniędzy. Nie jest to nic nowego. Jedynie może Piast Kołodziej był takim, który chodził w łapciach z łyka i lnianej koszuli. Co prawda dzisiaj len jest w cenie, ale nie był żadnym luksusem za Piastów. Do domu wrociłam po 18 - stej. Weszlam do pustego domu. Jedynie kocica i psina czekały na mnie. Z Tildą, już rytualnie, musiałam wytarmosić się w moim łóżku na powitanie, bo psina nie da mi po prostu spokoju. Trzeba ją zawsze pogligotać i to koniecznie w łóżku. No i zasnęłam. Wstalam o godzinie 19.30 i od razu przystąpilam do robienia bigosu. Nie wiem, co się dzieje, ale ciągle mi się chce jeść tę kapuchę. To już trzeci bigos w przeciągu dwu tygodni. Dzisiaj uszlachetnłam go marmolada z gruszek z dodatkiem...calvadosu. Ten calvados odkryłam później podczas degustacji, gdy wyczulam w smaku jakiś obcy element. Chwyciłam za słoik i przeczytałam na etykietce, że oprócz gruszek i cukru w sklad wchodzi ten trunek. Zalamalam się, bo tyle serca wlożylam w ten bigos, a tu coś smakowo nie gra. Jest to taki bigos a la Remarque. Bohaterowie chyba wszystkich jego powieści piją zawsze ten calvados. Ale nigdzie nie wyczytałam, że piją go do bigosu! Zobaczymy, co Ronny powie na temat trochę innego smaku. Oczywiście ja mu nic nie powiem o tych moich innowacyjnych zabiegach. Dlaczego moje pomysły, na ktore ot tak wpadam, prawie nigdy nie dają pożądanych rezultatów, a wręcz kończą się porażką?
Mój genialny prawie - zięć Mikael nareperował mój nawiew już na drugi dzień po zepsuciu się. Mogę znowu wybierać temeratury jakie tylko mi się podobają 0d 16 stopni do 26 stopni wzwyż. To by było na tyle.
Co do premii dla posłów, to już niech sami zastanowią się, czy na nie zasłużyli, jeśli uważają, że tak i będą mogli spać spokojnie po nocach, to niech im wyjdzie to na zdrowie. Ale nie wiem dlaczego wszystkich szokuje wysokość premii. Władza od zarania dziejów ludzkości była synonimem wielkich pieniędzy. Nie jest to nic nowego. Jedynie może Piast Kołodziej był takim, który chodził w łapciach z łyka i lnianej koszuli. Co prawda dzisiaj len jest w cenie, ale nie był żadnym luksusem za Piastów. Do domu wrociłam po 18 - stej. Weszlam do pustego domu. Jedynie kocica i psina czekały na mnie. Z Tildą, już rytualnie, musiałam wytarmosić się w moim łóżku na powitanie, bo psina nie da mi po prostu spokoju. Trzeba ją zawsze pogligotać i to koniecznie w łóżku. No i zasnęłam. Wstalam o godzinie 19.30 i od razu przystąpilam do robienia bigosu. Nie wiem, co się dzieje, ale ciągle mi się chce jeść tę kapuchę. To już trzeci bigos w przeciągu dwu tygodni. Dzisiaj uszlachetnłam go marmolada z gruszek z dodatkiem...calvadosu. Ten calvados odkryłam później podczas degustacji, gdy wyczulam w smaku jakiś obcy element. Chwyciłam za słoik i przeczytałam na etykietce, że oprócz gruszek i cukru w sklad wchodzi ten trunek. Zalamalam się, bo tyle serca wlożylam w ten bigos, a tu coś smakowo nie gra. Jest to taki bigos a la Remarque. Bohaterowie chyba wszystkich jego powieści piją zawsze ten calvados. Ale nigdzie nie wyczytałam, że piją go do bigosu! Zobaczymy, co Ronny powie na temat trochę innego smaku. Oczywiście ja mu nic nie powiem o tych moich innowacyjnych zabiegach. Dlaczego moje pomysły, na ktore ot tak wpadam, prawie nigdy nie dają pożądanych rezultatów, a wręcz kończą się porażką?
Mój genialny prawie - zięć Mikael nareperował mój nawiew już na drugi dzień po zepsuciu się. Mogę znowu wybierać temeratury jakie tylko mi się podobają 0d 16 stopni do 26 stopni wzwyż. To by było na tyle.
niedziela, 20 stycznia 2013
Odrobina karnawału i wentylacja
Podobno zima obezwładniła Europę. A u mnie w ciągu dnia było tylko minus 5 stopni, słońce ożywiło trochę martwy, szaro - biały zazwyczaj krajobraz, ludzie szaleli na skuterach, a ja totalnie niewyspana pojechałam do miasta do kościoła. Przede mną w ławce siedział nastolatek taki z młodszych nastoletnich. Miał na sobie sweterek w kolorze dzikiego różu, tzw. bengalski róż i czerwone spodnie, które mu się obsunęły do połowy siedzenia przy klękaniu i ujawniły gacie w czerwone kwiaty. Puenta jest taka - jesli chcesz być zauważonym, to ubierz się w mocne kolory. Zmęczona byłam nocnym karnawołaniem w mojej kuchni. Po 23- ciej wyłączyłam telewizor, a włączyłam polskie Radio Złote Przeboje. Dałam takiego czadu, że Ronny przeniósł wzrok ze swojego telewizora na mnie. Tańczyłam wszystko - jazz, pop, disco, zumbę. Złote Przeboje okazały się naprawdę złote. Prawie cale lata osiemdziesiąte. Czas dyskotek - Kim Wilde, Alan Parsons Projek ze swoim cudo - przebojem Don't answer me, Sabrina, Ostrowska, Bajm, itp. no nie mogłam po prostu oderwać się od tego radia. Powoli zaczęłam ściągać z siebie ciuchy, nie w ramach showu dla męża, tylko dlatego, że zrobiło mi się gorąco. Na łóżko padłam ledwo żywa po godzinie drugiej w nocy i stwiedziłam, że muszę częściej tańczyć, bo kondycja już nie ta, co dwadzieścia lat temu. Wtedy mogłam przetańczyć całą noc, a przynajmniej do czwartej rano.Dzisiaj jednak nic mnie nie bolało, żadnych zakwasów czy niedowladów. Po kościele odebralam Renee z miasta, ktora wlasnie wrociła z week - endowego pobytu w Lycksele. Pojechala tam jeździć na skuterze. Do samochodu wsiadła zgięta w pałąk i jęczaca. Wczoraj caly dzień spędziła na skuterach i od tego podskakiwania, podrzucania na siedzeniu - bo jeździli szybko po pagórkowatym terenie - boli ją wzdłuż kręgosłupa. Oj, ta mlodzież dzisiaj jest taka jakaś słabowita. Wkroczyla do domu i od razu zlapala za odkurzacz, a potem za mopa i mycie podłóg. Stwierdziła, że nie może odpoczywać w brudnym domu. Nie wiem, gdzie ona widziala ten brud, no ale Renee jest znana ze swojego sprzątania. Tendencje takie już wykazywała, gdy była małym dzieckiem.
Wracając z miasta nagle dmuchawy ciepła w moim samochodzie umilkły. No, załamałam się lekko, bo wentylacja w samochodzie zimową porą jest po prostu ważniejsza od całej reszty. Ronny stwierdzil, że to pewnie jakis bezpiecznik przestał dzialać. Skrzynka z bezpiecznikami siedzi w takim idiotycznym miejscu w samochodzie, że gorzej już tego volvo nie mogło wymyśleć. Otóż znajduje sie ona za uchwytem do podnoszenia maski, w głębi pod kierownicą, to znaczy na lewo od kierownicy. Te bezpieczniki są malusieńkie. Ciężko trochę do nich się dobrać. Poza tym trzeba leżeć z głową odwroconą do gory na podłodze pod kierownicą. Pozycja, krotko mowiąc mało wygodna. W pokrywce do tej skrzyneczki znajdują sie extra bezpieczniki i male szczypce. Ronny zaczął wymieniać i tylko przekleństwa lataly w powietrzu. Pod tą skrzyneczką jest otwór między tapicerką, a blachą samochodu. I tak po kolei wpadły mu do tej dziury cztery nowe bezpieczniki, a na koniec nawet wpadły mu te szczypce. Powiedzialam, żeby dal juz sobie spokoj z tą wymiana, ktora jak się okazało wcale nie byla potrzebna, bo ten stary bezpiecznik byl dobry. No, ale on pocieszyl mnie, że jeszcze ma ich dziesięć. Nie chcialam ryzykować, że teraz je wszystkie straci w tej dziurze, więc ja się wzięłam za to. No i od razu bez żadnych problemow, co prawda leżąc w dziwnej pozycji, ale sama wmontowalam ten cholerny bezpiecznik, a wentylator jak nie działał, tak pozostał martwy. Zadzwonilam do Mikaela Pauliny. On potrafi wszystko! Najpierw sprawdza w internecie, bo ludzie piszą o wszystkim i dołączają filmiki czy zdjęcia, jak i co reperować. Wystarczy wpisać hasło w google i od razu jest mnostwo trafień lub dobrych porad. Jak to dobrze, że faceci mają takie zainteresowania i publikują je na internecie. Na początku przesłal mi link jakiegoś gościa, ktory zlokalizowal w takim samym samochodzie jak moj błąd i potem pięknie opisal jak to zreperował. Przczytalam połowę tego opisu, z ktorego i tak nic nie zrozumiałam i właściwie zadałam sobie pytanie, po co ja to czytam? Przecież i tak nie będę tego sama reperować. Zadzwoniłam do Mikaela , podziękowałam za "ciekawą" lekturę i zapytalam, co teraz? Paulina i Mikael przyjechali do mnie wieczorem i Mikael od razu zabrał się za robotę. Wymontowal jakąś część - tranzystor(?), zbadal jego napięcie, ktore okazalo się za niskie i pewnie to było przyczyną, że i ciepło i zimno czyli nawiew przestły działać. Jutro przyjedzie z dobrym tranzystorem i wmontuje go. Mam nadzieję, że to tylko ten tranzystor, a nie co innego. Jutro za to jadę do pracy samochodem Ronnego. A teraz idę poczytać. Miłych snów wszystkim życzę:)
Wracając z miasta nagle dmuchawy ciepła w moim samochodzie umilkły. No, załamałam się lekko, bo wentylacja w samochodzie zimową porą jest po prostu ważniejsza od całej reszty. Ronny stwierdzil, że to pewnie jakis bezpiecznik przestał dzialać. Skrzynka z bezpiecznikami siedzi w takim idiotycznym miejscu w samochodzie, że gorzej już tego volvo nie mogło wymyśleć. Otóż znajduje sie ona za uchwytem do podnoszenia maski, w głębi pod kierownicą, to znaczy na lewo od kierownicy. Te bezpieczniki są malusieńkie. Ciężko trochę do nich się dobrać. Poza tym trzeba leżeć z głową odwroconą do gory na podłodze pod kierownicą. Pozycja, krotko mowiąc mało wygodna. W pokrywce do tej skrzyneczki znajdują sie extra bezpieczniki i male szczypce. Ronny zaczął wymieniać i tylko przekleństwa lataly w powietrzu. Pod tą skrzyneczką jest otwór między tapicerką, a blachą samochodu. I tak po kolei wpadły mu do tej dziury cztery nowe bezpieczniki, a na koniec nawet wpadły mu te szczypce. Powiedzialam, żeby dal juz sobie spokoj z tą wymiana, ktora jak się okazało wcale nie byla potrzebna, bo ten stary bezpiecznik byl dobry. No, ale on pocieszyl mnie, że jeszcze ma ich dziesięć. Nie chcialam ryzykować, że teraz je wszystkie straci w tej dziurze, więc ja się wzięłam za to. No i od razu bez żadnych problemow, co prawda leżąc w dziwnej pozycji, ale sama wmontowalam ten cholerny bezpiecznik, a wentylator jak nie działał, tak pozostał martwy. Zadzwonilam do Mikaela Pauliny. On potrafi wszystko! Najpierw sprawdza w internecie, bo ludzie piszą o wszystkim i dołączają filmiki czy zdjęcia, jak i co reperować. Wystarczy wpisać hasło w google i od razu jest mnostwo trafień lub dobrych porad. Jak to dobrze, że faceci mają takie zainteresowania i publikują je na internecie. Na początku przesłal mi link jakiegoś gościa, ktory zlokalizowal w takim samym samochodzie jak moj błąd i potem pięknie opisal jak to zreperował. Przczytalam połowę tego opisu, z ktorego i tak nic nie zrozumiałam i właściwie zadałam sobie pytanie, po co ja to czytam? Przecież i tak nie będę tego sama reperować. Zadzwoniłam do Mikaela , podziękowałam za "ciekawą" lekturę i zapytalam, co teraz? Paulina i Mikael przyjechali do mnie wieczorem i Mikael od razu zabrał się za robotę. Wymontowal jakąś część - tranzystor(?), zbadal jego napięcie, ktore okazalo się za niskie i pewnie to było przyczyną, że i ciepło i zimno czyli nawiew przestły działać. Jutro przyjedzie z dobrym tranzystorem i wmontuje go. Mam nadzieję, że to tylko ten tranzystor, a nie co innego. Jutro za to jadę do pracy samochodem Ronnego. A teraz idę poczytać. Miłych snów wszystkim życzę:)
piątek, 18 stycznia 2013
Sposób na zabójcze mrozy
"Dzisiaj to już nie jest zimno. Jest tylko minus 15" - takie komentarze słychać. Chcę sprostować polskie media, ktore chyba aż tak rzetelne nie są. Właśnie w tej chwili w TVN w wiadomościach podali informację, że w mega karambolu w Szwecji, ktory mial miejsce kilka dni temu zginęło troje ludzi. Otóż, szkoda że tego nie sprawdzili, bo zginął jeden człowiek. Mężczyzna, ktory wysiadł ze swojego auta, stanął na drodze i dawał znaki nadjeżdżającym samochodom, by zaczęły zwalniać. Przyczepa ciężarowki wpadła w poslizg i odchyliła się tak, że wcisnęła go w barierki mostu. W prasie nazwano tego człowieka bohaterem. W innym samochodzie siedziała pielęgniarka, ktora widziala cale zdarzenie. Usilowala udzielić pomocy, ale niestety bezskutecznie. Polskie media zupelnie niefrasobliwie podają fałszywą informację, że zginęło troje ludzi. To tyle gwoli sprostowania. Poza tym media rzeczywiście są bardzo szybkie w wydawaniu wyroków. Dzisiaj dowiedzielismy się, że ta młoda sprzątaczka, która "ukradła pociąg" wcale go nie ukradła. Prokuratura umorzyla postępowanie wobec niej. Otóż ta dziewczyna miala posprzątać pociąg łącznie z kabiną maszynistów. Okazuje sie, że pociąg jest latwiej wprawić w ruch niż to sobie można wyobrazić. No i bedna wjechała w dom mieszkalny tym pędzacym pociągiem. Prokuratura orzekła, że jest to nieszczęśliwy wypadek i teraz zabierze się za tych, ktorzy odpowiadają za bezpieczeństwo w miejscu pracy. Także komu innemu oberwie się po d..pie. Media jednak nie mając pojęcia o motywach dziewczyny od razu ogłosiły, że ukradła pociąg czym wprawila całe królestwo szwedzkie w wesołość. Uważam, że dziewczyna może zupelnie spokojnie żądać od nich odszkodowanie za zniesławienie i publiczne ośmieszenie. Zima daje mi w kość, ale rodzice przyszli z odsieczą. Dzisiaj otworzylam przesyłkę od nich zawierającą cztery Agaty Raisin i czekoladę. No i znalazłam sposób na zimę. Oto on:
Subskrybuj:
Posty (Atom)