czwartek, 14 lutego 2013

Walentynki

Jak to dobrze mieć męża, który kończy pracę rano! Dzisiaj przyniósł mi do łóżka takie oto śniadanie! Dobry znak, bo to w końcu Dzień Zakochanych. No, nie?

niedziela, 10 lutego 2013

Ostatki

No i karnawał chyli się ku swojemu końcowi. Najwyższy czas na podsumowanie tego zabawowego okresu, który zaczął się 6 stycznia.  A więc:
- ilość hucznych zabaw: 0
- ilość imprez towarzyskich: 0
- ilość odwiedzin u znajomych: 0
- ilość proszonych obiadów: 0
- ilość wydanych obiadów: 0
- ilość zjedzonych pączkow w Tłusty Czwartek: 0
Super! Aż sie zastanawiam, czy ja przypadkiem w jakiejś ascezie nie żyję. Nie kochani, ja po prostu jestem kobieta pracującą. A gdy tydzien pracy mija, to ja musze w ciągu week-endu pozbierać się, odnowić biologicznie, by od poniedzialu zacząć stawiać czoła nowym wyzwaniom jak stachanowiec. W telewizji oglądam migawki z karnawału w Rio, no i cóż, mogę tylko westchnąć. Te pióra, ta samba, a przede wszystkim klimat - lato, gorąco! W takich okolicznościach człowiek od razu budzi się do życia. W moim tutejszym klimacie zapadam w śpiączkę. Gdyby nie praca, to ja bym chyba ciągle tu spała. Proszę jednak nie myśleć, że biadolę nad swoją dolą. Odbiję to sobie kiedyś i nawet wiem, kiedy. W lecie! Bo muszę powiadomić Was, że tu u mnie w rodzinie zaczynają bić już dzwony kościelne na ślub! Nie mój, tylko mojej Pauliny! O przygotowaniach będe pisać, gdy takowe zaczną się dziać. Na razie para odwiedziła katolickiego księdza. Mimo, że Mikael jest
ochrzczony w kościele luterańskim, to nauki przedmałżeńskie nie ominą ich. Będą mieli aż 3 spotkania z nim. A wracając do karnawału, to z Pauliną robiłyśmy dzisiaj faworki. Dochodzi pólnoc i wszystkie faworki zostały już zjedzone.
Paulina w pozycji á la Napoleon frytuje faworki

a tu proszę karnawałowe pyszności
Czyli nie jestem nudziarą, tylko bawię sie na swój sposób. Ciekawa jestem, ile kilometrow musze przebiec na bieżni, by spalić ten chrust. Dobrze, że je sie je tylko raz w roku. W Szwecji zamiast Tłustego Czwartku jest Tłusty Wtorek i wtedy wcina się semle. Kto wie, kto wie może upiekę je jutro wieczorem. W nich z kolei znajduje sie grzeszna ilość bitej śmietany i marcepan. Ronny przyniósł mi raz na śniadanie kawę i zakupioną semlę.
A teraz zwijam się do łóżka, bo tam Agata już na mnie czeka;)
Pieter Bruegel, Walka karnawału z postem, 1559

Uwielbiam malarstwo Bruegla. Na jego obrazach tyle się dzieje! Każda scenka to osobna opowieść. Dla ciekawych analizy treściowej obrazu doczepiam link, proszę tylko kliknąć.

sobota, 9 lutego 2013

Las rzeczy a każdy pies z innej wsi

Szperając w starych papierzyskach trafiłam na takie oto zdjęcie:
Popatrzyłam, stwierdziłam, że ta ja jakieś kilkanaście lat temu i pobiegłam do lustra. Załamałam się, bo ona na zdjęciu i ja w lustrze to dwie różne osoby. Nie muszę chyba zaznaczać, że ta w lustrze, jest nadgryziona poważnie zębem czasu. Nadgryziona, to i tak łagodnie powiedziane. Nadszarpnięta - bardziej odpowiada rzeczywistości. Ta na zdjęciu ma tu, sądząc po obecności małej Natty za moimi plecami, 30 + lat, a ta w lustrze umiejscawia się w przedziale wiekowym między 40 a śmiercią. Doznałam wstrząsu patrząc na swój wizerunek i aż sama nie mogłam uwierzyć, że to ja. Co jednak życie robi z człowieka! Straszne! Pokazałam Ronnemu i zapytałam, co to za jedna, a on odpowiedział, że wydaje mu się, że to chyba ja. Poznał mnie (tak stwierdził) po okularach (takie były kiedyś modne), he, he, he. Czasy glamour minęły bezpowrotnie i teraz trzeba się ogarnąć i nie patrzeć w lustro. Tyle w temacie.
Przed chwilą wpadla do nas Natta. Z dwiema potężnymi siatami wypelnionymi...brudnymi naczyniami.

 Nie posiada w domu u siebie czegoś takiego jak zmywarka do naczyń, zatem gdy juz nie ma czystych talerzy, kubkow, szklanek, sztućców, garnków, to przywozi nam te brudne, wstawia do maszyny i tak oto zmywa. Jej chłopak Dennis jest mimo młodego wieku, jakiś nienowoczesny. On nie zmywa naczyń! To zadanie należy według niego do zmywarki albo kobiet. Nie wiem, czy to jest jakiś bunt z jego strony przeciwko pomysłom gender i ruchów feministycznych? Koniecznie muszę go o to zapytać, gdy tylko pojawi się w polu mojego widzenia. Natta z kolei jest bardzo nowoczesna i nie zamierza wykonywać robót tzw. typowo żeńskich zatem pakuje brudne gary i przywozi je do nas. Brudne naczynia zbierają sie u niej tak przez tydzien, no i w sobotę nasza zmywarka chodzi kilka razy. W zeszlym tygodniu Paulina była u nas w domu, gdy Natta nadjechała ze swoimi naczyniami. Zdumiona Paulina spytala, czy ona w takim razie też może swoje gary do nas przywozić? I stwierdziła, że ani ten Dennis nie jest antygender, ani Natta nowoczesna, tylko obydwoje są po prostu leniami. Dennis kupił odkurzacz wieloczynnościowy, z tysiacem różnych szczotek i szczoteczek za cale 18 tysięcy koron, żeby jak powiedział: "Nathalie dobrze się sprzątało". Gdy to usłyszałam, to o mało się nie przewróciłam. Jaki troskliwy! Ja Wam powiem, jak dziala to równouprawnienie. W pracy działa, bo gdyby tylko ktoś zechciał kogokolwiek dyskryminować z powodu niewlasciwej plci, to ściągnąłby na siebie mnostwo kłopotów, prawo po prostu tego zabrania. Ale w domach tu na północy Szwecji, zwlaszcza na wsiach jest dosyć jasny podział na to, co kobiece, a co męskie. Na południu Szwecji oczywiście wszyscy są na wskroś nowocześni i podążają truchtem za wszystkim nowym. To, ze tu trafiaja sie wyjątki wśród mężczyzn, ktorzy bez gadania przyjmują na siebie "kobiece" obowiązki nie czyni z tego północnego społeczeństwa równouprawnionego w nowoczesnym pojęciu tego słowa.
Podzial na role w zwiazkach na północy wygląda tak:
wlasnie przyszło to do mnie na facebook
(motocykl dla niego, motocykl dla niej)
jakby czuli, ze akurat piszę o tym.
Sick Retarded Swede XXX na fb dostarcza takich informacji.
 
Oni też opublikowali na fejsie apel do młodzieży:
Młodzieży!
Czy już macie dosyć wysłuchiwania ględzenia waszych idiotycznych rodziców?
Zróbcie coś teraz!
Wyprowadźcie się z domu! Załatwcie sobie pracę!
Płaćcie swoje wlasne rachunki...
Podczas, gdy jeszcze możecie
wszystko!
    O zmywaniu naczyń przez młodzież nic tu nie napisali.      

czwartek, 7 lutego 2013

Gender w rodzinie

Dlaczego w tym nowoczesnym i równouprawnionym świecie dzieci zwracają się głównie do matki? Proszę bardzo, oto typowy podział w rodzinie. Gdzie do cholery podział się ten gender? Do pola "mama" prowadzą strzałki, z różnymi żądaniami i pytaniami:
- chodź tu!
- czy jedzenie jest już gotowe?
- czy dostanę...?
- nie mogę znaleźć...
- nie mogę zasnąć
- jestem głodna / głodny!
- czy mój sweter jest wyprany?

Te same pociechy mają tylko jedno pytanie do ojca (pappa):
- gdzie JEST MAMA!?

Szkolenie

Siedzę w tej chwili na szkoleniu w pracy. Fajnie, szkoda tylko, że opłata za parking do godziny 16 - stej trochę mną wstrząsnęła.
Wykład mało imponujący, nie daje mi nic nowego. Przerabiałam to już na uniwerku. Zatem siedzę i marzę o tym, co widać na drugim zdjęciu.



środa, 6 lutego 2013

Terapia

Siedzę i dumam o czym tu napisać, bo w moim życiu nastąpił jakiś chwilowy zastój. Rano, od poniedzialku do piatku, wstaję i szykuję się w pędzie do pracy. Nigdy nie wstaję wczesniej, by dojść do siebie, spokojnie wypić kawę, zjeść po ludzku śniadanie. Wolę poleżeć dłużej w łóżku kosztem tych wszystkich drobnych przyjemności. A następnie zwlekam się i wszystkie te wyżej wymienione czynności robię w wariackim pędzie. Kawę wlewam w siebie jednym haustem, podczas dopinania bluzki, czy innej części garderoby smaruję masłem kanapki, ktore pakuję do torebki foliowej i wciskam do torby. W samochodzie zjadam śniadanie. Następnie zaczyna sie gonitwa typu "biega, krzyczy pan Hilary, gdzie są moje okulary" itd, gdy juz je znajdę, to szukam moich dwoch pierścionków, ktorym chyba nogi wyrastają w nocy, bo rano nigdy nie leżą tam, gdzie je wieczorem położyłam. Jadę do pracy i po prostu pracuję. Do domu wracam kompletnie zmęczona. Zmęczona nie tylko pracą, ale i tą zimą. A zima juz powoli zaczyna mnie wnerwiać swoją wszech ogarniającą białością. Zwykle przechodzę dwa kryzysy podczas tej pólrocznej zimy. Właśnie nastąpił pierwszy. Kilka dni i  psychicznie się ogarnę. W ramach szybkiej terapii kupiłam sobie nowe perfumy, które nie tylko uwiodły mnie zapachem, ale też opakowaniem. Flakon jest uroczy.
Wonderstruck / Taylor Swift
Wstapiłam również do księgarni w poszukiwaniu nowości. Zamiast nowości znalazłam staroć - Truman Capote Śniadanie u Tiffany'ego. Tak, tak, tak muszę podobnie jak Holly (główna bohaterka) przenieść się w marzeniach do innego wykwintnego i modnego świata.


kupiłam rownież wiosenne akcenty na stół - 6 zielonych podkładek i bieżnik w beżowe paski


Holly marzyła przed wystawą eleganckiego sklepu jubilerskiego Tiffany, a ja zaczęłam marzyć, gdy popatrzyłam na piękne sandały anno domini 2013 Louisa Vuitton'a:


i uważam, że jak najbardziej jestem ich warta. Gorzej z ceną - 6 200 koron (3013,95 PLN), która nie jest adresowana do mnie, hmm. Chyba będę jednak musiała zaparkować przed Ecco lub na ellos.se, tylko czy Ecco ma takie śliczne koturny? 




sobota, 2 lutego 2013

Pod schabowym kotletem

Dzisiaj dałam sobie spokój z polityką. No, w końcu ile można na tych polityków patrzeć, czy też słuchać? Pół dnia skupiałam swoje myśli na tym, co zrobić na obiad. I to w dodatku takiego, żebym za długo nie stała przy kuchni i żeby samo się robiło. No i wymyśliłam. Kotlety schabowe. Ale zupelnie inaczej niż po "staropolsku". Nie miałam chęci w nie walić, ani potem panierować i stać nad patelnią. Poza tym takich kotletów jak mój tata robi, nie robi nikt. Nawet ja. Te moje jakoś mniej mi smakują. I w dodatku tłuszcz strzela z patelni podczas smażenia i potem jeszcze trzeba czyścić kuchenkę. Nie, stanowczo nie! Schab był w jednym kawałku, bez kości. Kupiłam taki, bo myślałam, że wywiercę mu dziurę, którą zapcham suszonymi śliwkami, ale zmieniłam zdanie. Chciałam zjeść coś nowego. Schab leżał na desce i patrzył na mnie, a ja patrzyłam na niego i dumałam jak się do niego dobrać. Pokroiłam go na plastry, no i zrobiłam tak:

obsmażyłam z dwóch stron

wyłożyłam do brytfanny, posoliłam i popierzyłam

na patelni podsmażyłam pokrojone pieczarki (polskie), ktore potem odłożyłam na talerz, a na patelnieę wrzuciłam pokrojoną cebulę i czerwoną paprykę. Smażyłam je na oleju. Na koniec dodalam odłożone na talerzu pieczarki i wymieszałam. Sól i pieprz do smaku.

mieszaniną z patelni przykryłam kotlety
w osobnym garnuszku podgrzałam śmietanę (ok. 300 gram), taka lejącą, ja dałam sojową. Dodalam dwie łyżki founde z kurek. Founde to taki gotowy kupiony zawiesisty stężony sos, ktory w małych ilościach dodaje się do potraw. Coś jak magi. Jesli takiego founde w Polsce nie ma, to mozna dodać kostkę grzybową, ale na taka ilość śmietany, chyba tylko pół kostki. Taki wymieszany i sos wylałam na kotlety i wstawilam do pieca na 175 stopni na 45 minut.
 Gdy kotlety siedziały w piecu, to ja wyszłam na spacer z Tilda, bo akurat słońce wyszło.
mój dom skąpany w słońcu
na drodze przed domem Tilda pędzi z prędkością światła

 

przeszłam sie sosnową aleją

 
 i dotarlam do domu, w ktorym mieszka Natta
 
po powrocie do domu, wyjęłam z piekarnika takie oto danie, ktore podalam z ziemniakami i sałatką z pomidorów, ogórka i lodowej sałaty z dodatkiem mozzarelli.
 
 
 
Obiad był smaczny, a kotlety soczyste. A ja zadowolona z siebie!