Dzisiaj będzie o kulturze. Przedwczoraj odbyła się premiera trzeciej części powieści Jana Guillou (czyt. Giju) "Mellan rött och svart", popędziłam do księgarni i kupiłam ją w wersji audio, by w sposob kulturalny spędzać czas za kierownicą. Na tę powieść czekałam prawie cały rok. Dwie poprzednie części też wysłuchałam w samochodzie, ale dokupiłam również książki. Ta powieść to saga rodzinna, która zaczyna się w Norwegii. Jej bohaterami są trzej bracia Oscar, Lauritz i Sverre Lauritzen. Bracia dostają stypendium na studia inżynieryjne do Drezna. Kończą je z wyróżnieniem, a potem ich drogi rozchodzą się. Jest rok 1901. Pierwsza część kończy sie w roku 1918 czyli po zakończeniu I wojny światowej, a co działo się z braćmi podczas wojny i po ktorej stronie walczyli / sympatyzowali możecie sami przeczytać, bo własnie ta pierwsza część ukazała się po polsku, trochę pod innym tytułem niż szwedzki oryginał - "Bracia z Vestland". Gorąco polecam! Nie zawiedziecie się i potem będzie niecierpliwie czekać na część drugą. A druga część "Dandy" skupia się na trzecim bracie Sverre i osadzona jest w tym samym przedziale czasowym, co pierwsza czyli między 1901 - 1918. Trzecia część rozgrywa się w okresie międzywojennym i kończy się 31 sierpnia 1939 roku. Także ja już w tej chwili zaczynam czekać na część czwartą! Jan Guillou chce stworzyć dzieło pod wspólnym tytułem "Złoty wiek" (to po polsku) "Wielkie stulecie" (to po szwedzku), czyli chce napisać z epickim rozmachem o całym wieku XX. Także kolejnych części tej powieści powinno jeszcze sporo powstać.

 |
pierwsza część w oryginale "Budowniczowie mostów" |
 |
"Między czerwonym i czarnym", czy może lepiej - między czerwienią a czernią, którą obecnie czytam / słucham |
Moje inne spotkanie z kulturą nastąpiło w...kiblu mowiąc kolokwialnie, ale też i w nietypowy sposób traktuje się w tym miejscu sztukę przez duże Sz, a mianowicie, każdy kto odwiedza ten przybytek, to czy chce, czy nie chce musi wypiąć się na nią i to gołym tyłkiem. Chyba, że załatwia swoje sprawy w gaciach.
Mona - Lisa uśmiecha się jednak ciągle tak samo. Tajemniczo. Kto wie jaki uśmiech gości na jej ustach, gdy widzi mężczyznę. Może wtedy pęka ze śmiechu.
Trzecie spotkanie ze sztuką jest przeznaczone dla Was wszystkich i warszawiaków. Tak, moi drodzy Umeå, jako stolica kultury 2014 będzie promować się jutro i pojutrze w Warszawie. Oto linki:
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o Umeå zajrzyjcie do wrześniowego numeru National Geographic Traveler Poland, w którym na str. 26. artykuł "Umeå - miasto brzóz i uśmiechów". #Umeå
Zobaczcie zorzę polarną w Warszawie: https://www.facebook.com/events/141647092711011/
A tu kliknijcie, by zobaczyć program:
http://www.caughtbyumea.com/tour/tour-details/?id=3
A ja lecę do łóżka poobcować trochę z kulturą - powieścią Miłoszewskiego
Bezcenny. To thriller, w ktorym bohaterowie usiłują odnaleźć zrabowane przez Niemców w czasie okupacji arcydzieło Rafaela Santi "Portret Młodzieńca". W Krakowie cały czas czeka na niego pusta rama...
Dobranoc.
:-) )))))))))))))))))))))))))
OdpowiedzUsuńCześć Aniu, miło Cię widzieć i dziekuję za ten serdeczny i szeroki usmiech:))))Ściskam
UsuńNo wlasnie, "Brobyggarna"...leza sobie u mnie na iPodzie ale zabieram sie do nich jak pies do jeza. Zaimportowalam tak wiele innych ksiazek ze ta trafia zawsze gdzies na koniec listy. Wczesniej sluchalam tylko pierwszego Hamiltona i nie do konca mi przypadl do gustu wiec moze dlatego. Ale przeciez "Brobyggarna" to zupelnie inny gatunek, i to taki ktory bardzo lubie, wiec zupelnie nie wiem co ja wyprawiam:-)
OdpowiedzUsuńCześć Blanko, "Brobyggarna" kompletnie nie maja nic wspólnego z Hamiltonem. Ta saga rodzinna, to zupelnie inna bajka lub nazwijmy to inny gatunek literacki. Jest to jednak powieść bardzo męska, że tak powiem.Widać, że to facet pisze, ale jest bardzo dobra i wciągajaca. Spróbuj ją ugryźć:)
UsuńA ja proponuje Sage o ludziach lodu. Fantastyczne ksiazki!
OdpowiedzUsuńA ta saga od ludziach lodu, to ile ma części? Może to jest czytelnicze wyzwanie na emeryturę? Przeczytam z ciekawości częśc pierwszą i zobaczymy czy też wpadnę w ten sam zachwyt;)
UsuńCaluję Cię córuś moja.
Joasiu, oglądając na YouTube nagrania z rodzaju house/apartment tour zwróciłam uwagę, że w Stanach chyba nie ma nawyku opuszczania klapy od sedesu. Czyżby w Szwecji było tak samo, a może taki widok trafił Ci się przypadkowo?
OdpowiedzUsuńNie mam pojęcia jakie tu panują zwyczaje dotyczące klapy sedesowej. Osobiście wolę, żeby była w takich poza moim wlasnym domem toaletach, otwarta. Nigdy nie wiadomo, co kryje sie pod opuszczoną klapą, a poza tym trzeba niestety dotknąć jej, żeby odchylić. Czego nie cierpię i jesli muszę, to robię to przez papier. Taka jestem!;)
UsuńNo ja właśnie też;), z tym, że wolę się gimnastykować z papierem niż zastanawiać, czy wszystko, czego dotykam w kabinie - tenże papier, półka na torebkę, wieszak i wszystko inne dookoła - jest opryskane bakteriami. Przy okazji, w tutejszych publicznych wc wiele sedesów w ogóle nie ma klap, podobnie jak tradycyjne japońskie kibelki w postaci porcelanowej dziury w podłodze (nadal w powszechnym użytku - "na narciarza":).
Usuń