W tym tygodniu dominujące miejsce zajęła przerażajaca i porażająca wiadomość o katastrofie samolotu pasażerskiego w Alpach. A po kolejnych doniesieniach z mediów dotyczących przyczyn tej katastrofy robiło i w dalszym ciągu robi mi się wręcz slabo. 149 osob powierzyło swoje życie w ręce zdawaloby się odpowiedzialnego człowieka. A ten odpowiedzialny człowiek postanowił odebrac wszystkim życie. Nie ogarniam tego, przeraża mnie to. Samobójca - morderca splugawił zawód pilota, zawód, który jest społecznie nobilitowany. Nie mieści mi się to głowie. Czy leci z nami normalny pilot? Chyba już tylko tak można strawestować tytuł amerykańskiego filmu.
I tak od czwartku pobolewa mnie glowa. Sama nie wiem, czy to z powodu tej katastrofy czy z powodu tego zimowego przedwiośnia. Jak mówi stare polskie porzekadło "W marcu jak w zupie, chlupie i wyziewy trupie". Tu naprawdę zalatuje takimi zatęchłymi wyziewami. Gdy śnieg topnieje i ziemia powoli i z mozołem rozmraża się, to wydaje takie odory. Wiosna śmierdzi, a nasz sasiad w dodatku ma uszkodzone szambo, a konkretnie ma pęknięty cementowy zbiornik, obok ktorego trzeba przechodzić na bezdechu. Ten smród przy jego domu tylko kumuluje się, że chwilami obawiam się czy nie eksploduje.
Święta się zbliżaja, zatem w związku z tym bylam wczoraj u fryzjera, by dokonac jakiejs wiosennej odnowy w swoim wyglądzie. Obciełam wlosy na boba i rodzina tym razem zauwazyła, a Ronny wręcz popadl w zachwyt. Chyba taki trochę przesadzony, bo tym razem nie chciał mi sie narazić. Poza tym nic nowego i wesołego w moim życiu się nie zdarzyło. Pospolitość skrzeczy i wyziera z każdego kąta. W dalszym ciągu chodze jak w półśnie. Nie mam siły z nikim się spotykać. Nie mam sily być miła i usmiechnięta. Bycie miłym dla całego świata bywa naprawde męczące, zwłaszcza, że sama wkroczyłam w fazę zamyślenia i tęsknego smutku. Jeszcze tylko kilka dni i będziemy świętować. Kocham święta. Dzięki nim na pewno wskoczę w moją normalną skórę. Zjedzie się rodzina Ronnego - jego brat przyleci z Ameryki i jego siostra przyjedzie z miasta niespodziewanej i gwałtownej śmierci czyli z Göteborga.
Dzisiaj odbył się wernisaż w Muzeum Historii Kobiet w Umeå. Z premedytacją odpuściłam sobie tę przyjemność, bo tematem wystawy była transperspektywa w historii kobiet. Chodzi o transpłciowość.
W naszej wczorajszej piątkowej gazecie znalazł się opis tego, co na wystawie będzie można obejrzeć. Na tej zielonej tablicy ogloszeń jest napisane, "Det finns fler än två könsidentiteter" - "Istnieje więcej niż dwie tożsamości płciowych" i na dowod tego za tablicą znajduje się wystawka zdjęć "Brunetki i blondynki" przedstawiająca portrety kobiet, ktore mialy to nieszczęście urodzić się w męskim ciele. Są to po prostu zdjęcia transwestytów. Napisałam do tego muzeum kobiet, by zmienili nazwe na Gender Trybunę, bo obecna nazwa Muzeum Historii Kobiet nie jest relewantna do treści wystaw. Odpisali mi nawet, że chętnie ze mna porozmawiają o moich oczekiwaniach odnośnie następnych wystaw. Pomyślę nad tym, czy warto z nimi w ogóle dyskutować, bo z sektą trudno się gada. A teraz dobranoc, bo noc i tak będzie krotsza o jedna godzinę.
sobota, 28 marca 2015
wtorek, 24 marca 2015
Sentymentalia
Właśnie przed chwilą skończył się spektakl "Broniewski" transmitowany na TVP Kultura prosto z Teatru Wybrzeże w Gdańsku. Wspaniała, mocna sztuka. A Broniewski - genialny i tragiczny, rewolucyjny, pijany - Polak, katolik, alkoholik, a przy tym czlowiek pełen liryzmu. Nieprzecietna jednostka z pocharatanym życiem. Doskonale zagrany przez Roberta Ninkiewicza (którego znam osobiście na stopie koleżeńskiej, ha!). Dzisiejsza transmisja była też dla mnie podróżą sentymentalną do Gdańska. Wtedy, latem ubrana byłam zwiewnie, był gorący pachnący morzem i miodnymi lipami wieczór, teatr wypełniony do ostatniego miejsca. Kobiety w pięknych letnich sukienkach i ta obezwladniajaca, przyjemna, wręcz wyrafinowana atmosfera relaksu, spokoju, po prostu wymarzona przerwa na życie. I tę przerwę na życie zawdzięczam...Broniewskiemu. Mózg zamarza mi już na tej północy. Staję się odrętwiała i wściekam się, że w głowie znajduję pustkę. Ten wieczorny "Broniewski" odtajał na chwilę moje synapsy i od razu poczułam się lepiej. Od razu też zaczęłam grzebać w poezji Broniewskiego. I znalazłam, znalazłam to na co w tej chwili cierpię. (Czy wiecie, ze cierpienie jest dowodem na istnienie duszy?)
Broniewski, Wieczorem
Tęsknota, psiakrew, tęsknota
tak czasem duszę omota,
że nie pomoże westchnienie
ani przyjaciół grono,
ani czyste spojrzenie
na tę ziemię zieloną, ani spojrzenie jasne
za siebie, w życie własne,
ani to, że nad drogą
ujrzę gwiazdy okrutne -
gwiazdy też nie pomogą
i - gorejące - smutne -
spadna na dno kielicha.
Kielich wypiję do dna,
noc będzie gwiezdno - chłodna
i ktoś zawola z cicha,
tak że ledwo uslyszę,
głos przypomni ojczyznę,
i - cichy wejdę w ciszę,
i w ciemność się prześlizgnę,
i w kamień się zamienię...
Pomoże mi milczenie,
pomogą mi kamienie
grobowe...
O czym ja piszę?!
Broniewski, Wieczorem
Tęsknota, psiakrew, tęsknota
tak czasem duszę omota,
że nie pomoże westchnienie
ani przyjaciół grono,
ani czyste spojrzenie
na tę ziemię zieloną, ani spojrzenie jasne
za siebie, w życie własne,
ani to, że nad drogą
ujrzę gwiazdy okrutne -
gwiazdy też nie pomogą
i - gorejące - smutne -
spadna na dno kielicha.
Kielich wypiję do dna,
noc będzie gwiezdno - chłodna
i ktoś zawola z cicha,
tak że ledwo uslyszę,
głos przypomni ojczyznę,
i - cichy wejdę w ciszę,
i w ciemność się prześlizgnę,
i w kamień się zamienię...
Pomoże mi milczenie,
pomogą mi kamienie
grobowe...
O czym ja piszę?!
poniedziałek, 23 marca 2015
I o tym i o owym
Ta powłócząca nogami wiosna, a może mój wiek albo juz
nie wiem co powoduje, że jestem po prostu umierająca. Umierająca duchowo i
fizycznie. Gonię jakimiś resztkami lub z przyzwyczajenia jak zaprogramowany
robot. Taki typu wścisnij guzik z hasłem "idź przed siebie". Niedługo
są na szczęście święta. Wtedy mam zamiar odpocząć wśrod pisanek, bazi i może
wiosennego świergotania ptaków. Dzisiaj kropił deszcz i dzięki niemu wilgotne
powietrze zapachniało wiośnianie. Odnotowałam podrożenie benzyny. Przeczytalam
dzisiaj w Dagens Nyheter świetny artykuł odnośnie ogłupiania ludzi, uczniów,
młodych generacji dotyczący posmodernistycznego relatywizmu, ktory prowadzi
nas, wedlug autora, do antyintelektualnej przepaści. Aż jestem zdziwiona, że
taki artykuł opublikowano. Artykuł jest własciwie odpowiedzią na inny artykuł
dotyczący nauczyciela historii, który za swoją "propagandę" otrzymał
naganę od szefa i zostal ustawiony do pionu. Otóż pewien uczeń (dorosly)
pochodzący z Afganistanu powiedział na lekcji historii, że Żydzi sami wymyślili
obozy koncentracyjne i zaprzeczyl istnieniu holokaust. A tak na marginesie, to
musicie wiedziec, że w Afganistanie Hitlera powszechnie uważa się za bohatera.
Otóż jak się okazuje historii można nauczać różnie i różne wnioski z niej
wyciągać. Gdy nauczyciel słowom ucznia zdecydowanie zaprzeczył, to ten poczuł
się obrażony, urażony i opuścił klasę. Sprawa nie tylko jak widać doszła do
szefa, ale też i do mediów. Najgorsze bylo to, że to nauczyciel dostal ochrzan i musiał przeprosić ucznia, bo szef powiedział: ”Du får också ha i bakhuvudet
att det vi betraktar som historia är den historia som vi har tagit del av. När
vi har andra elever som har tagit del av andra historieböcker är det ingen idé
att vi diskuterar fakta mot fakta” - "Musisz pamiętać (dosł.ciągle mieć w
głowie), że to co my uznajemy za historię, to jest historia, którą my
otrzymaliśmy. Gdy mamy innych uczniów, którzy otrzymali historię z
innych podręczników, to nie jest to dobry pomysł, aby dyskutować fakty przeciwko
faktom". Według mnie to jest skandal, bo gdy imigranci uciekają do Europy
i tu szukają schronienia, to musza te swoje "fakty" zweryfikowac,
skonfrontować z tymi, które są obligatoryjne w Europie i zaakceptować je.
Jeszcze tego brakuje, żeby przywozili z sobą herezje i propagowali je.
Szef dopuścił sie relatywizowania faktów historycznych
i zażądał tego samego od swojego podwładnego. To, co jest prawdą dla ciebie,
nie musi być prawdą dla mnie - esencja relatywizmu. W artykule autor pisze, że
takie relatywizowanie wiedzy i prawdy w ogóle doprowadza do tego, że żadna
wiedza nie będzie prawdą i kiedy o faktach będzie decydować każdy z osobna, to
po prostu nie mozna miec żadnych żądań i oczekiwań podczas egzaminowania. Każda
odpowiedź będzie wtedy dobra. Na koniec autor zaproponował zaaplikowanie postmodernistycznego myslenia do prawa grawitacji. Poradził wyjść z domu z piątego piętra, a
nie z parteru, wtedy zwolennicy relatywizowania od razu zostaną poprawieni i usadzeni na swoim miejscu.
Relatywizować można dzieło sztuki, film, literaturę, modę, jedzenie, ale nie
fakty.
W ramach równouprawnienia wariatki feministki
przeprowadzają akcję równouprawnienia na studiach technicznych. Nie dlatego, że
są źle traktowane, tylko dlatego, że tego typu studia są zdominowane przez
mężczyzn. Rząd sypnął groszem na propagowanie tego typu studiów wśród płci
pięknej, bagatela ponad 40 milionow koron, które wywędrowały prosto z kieszeni
podatników. Projekt zakończył się fiaskiem. Ale równość ma być i już, zatem
akcja trwa. Jakoś nikomu do głowy nie wpadło, że może dziewczyny wolą inne
studia, niech feministki idą masowo studiować te techniczne dyrdymały, to może
jakiś pozytek z tego będzie.
Paulina z kolei napisała artykuł o mężczyznach w jej
życiu i o tym, co im zawdzięcza - nawet mój tata i brat znaleźli się na tej
liście. Artykuł został opublikowany na stronie, która jest stworzona w celu
ochrony mężczyzn - A Voice for Men. Tak, tak, doszło już do tego, że mężczyźni
tracą powoli swoją tożsamość, są opluwani, znienawidzeni, podeptani i
przerażeni. Paulina dostala wiele odpowiedzi, w których mężczyźni dziękowali
jej, że dzięki takiej jak ona wraca im wiara w kobiety.Niektórzy przyznawali
się do wzruszenia podczas lektury. Mogłabym zalinkować, ale tekst jest po
szwedzku i dosyć długi, a ja nie mam siły go tłumaczyć. Tu w każdym razie
wkleję ilustrację do jej artykułu:
![]() |
| Paulina w sercu. Tak redakcja zilustrowala ten artykuł! |
piątek, 20 marca 2015
O przewodnikach czyli witajcie w Szwecji
Jestem spod znaku ryb. Od jutra baran wejdzie w swoją fazę. Ten ostatni tydzień, w którym księżyc stał w znaku ryb był obfity we wszelkie cuda natury - zorze rozświetlały nie tylko Szwecje, ale również i Polskę, a dzisiaj obserwowaliśmy częściowie zaćmienie słońca i to w pierwszy dzień wiosny astronomicznej. Kilka godzin po zaćmieniu zaczął sypać śnieg. Równonoc wiosenna z kolei zaprasza na księżyc w nowu. Wszystkie znaki na ziemi i niebie na coś wskazują i na pewno dotyczą mnie - przedstawicielki ryb. Zatem siadam i czekam na to, co ma się ważnego wydarzyć w moim najbliższym życiu. Przesądna nie jestem, w różnorakie wróżby nie wierzę, ale tyle tych znaków jednocześnie musi coś znaczyć. Pytanie co?
Ostatnio odwiedziłam księgarnię, by powąchać intelektualnego powietrza, którego tak ostatnio mi brakuje. Obeszłam prawie wszystkie działy, przekartkowałam wiele książek, zabłąkałam się nawet do przewodników po świecie. Przewodniki ustawiono w porządku alfabetycznym - najpierw kontynenty, a potem według nazw krajów. W dziale Europa zauważyłam, że Włochy, Francja, Gracja mają chyba największą liczbę przewodników wydanych przez wszelakie wydawnictwa. Na tym europejskim regale znalazłam między książkami cieniutką szparkę, w którą wciśnięty był malutki i cienki przewodnik Berlitza pod tytulem Polen, czyli Polska. Oprócz kilku fotek ilustrujących kilka największych miast i opisanych zabytkach wartych zwiedzenia, na końcu książeczki znalazly swoje miejsce dobre rady. Wyczytalam, że w calej Polsce grasują kieszonkowcy, a dodatkowo w TRÓJMIEŚCIE można zostać napadnieniętym w środku miasta w ciągu dnia! Spojrzałam na rok wydania tego gównianego przewodnika i zobaczyłam, że było to anno domini 2011 lub 2012. Zawołałam Paulinę i moją kolezankę, ktore towarzyszyły mi w przechadzce po księgarni i przeczytalam im, co w przewodniku wydanym po szwedzku można wyczytać o naszym Trójmieście. Obydwie zareagowaly pytaniem i wykrzyknikiem - COOO?!?!
Gdy pojawię sie w Polsce, to przejrzę przewodniki dotyczące Szwecji i poczytam jakich to tam dobrych rad udzielają polskim turystom. Mam nadzieję, że znajdę opis wspaniałego Göteborga, ale taki dokładny. Nie będę jednak czekać do wakacji. Napiszę Wam teraz. Göteborg jest wspaniały, piękny, stara architektura, stare miasto, urocze uliczki, romantyczne kafeterie i takie tam i teraz uwaga! W tym mieście można zostać zastrzelonym przez snajpera. Jest to chyba największa atrakcja. Tylko w roku 2014 w mieście strzelano do przypadkowych ludzi 50 razy. Poniżej doczepiam link na dowód, że nie zmyślam.
Link jest po szwedzku, ale wjaśniam po polsku, że zdjęcia pokazują plan miasta z miejscami, w ktorych można bylo zarobić kulkę w łeb. Jedynym miesiącem, kiedy nie strzelano byl listopad. Zatem Drodzy Turyści to wspaniałe miasto polecam w listopadzie. Faktem jest, że wtedy pogoda jest do dupy, robi się szybko ciemno, ale za to będziecie zwiedzać bary i inne knajpy, czym przyczynicie się do ekonomicznego wzrostu gospodarki szwedzkiej. Bilans 2014 jest taki:
- strzelano 50 razy w róznych miejscach
- 24 osoby raniono
- 4 osoby zabito
Chociaz nie wiem czy dobrze robię polecając Wam restauracje, bo nie dalej jak przedwczoraj, w środę o godzinie 22.23 do jednej knajpy wtargnęli zamaskowani mężczyźni uzbrojeni w kałasznikowy i zaczęli strzelać na oślep do wszystkich. No, może zainspirował ich zamach terrorystyczny w Tunezji? Mnóstwo rannych, kilkoro zabitych. Przyjechalo chyba 10 ambulansów. Więc jak widzicie, nie zawsze da się zjeść swój obiad w całkowitym spokoju. A czasami mozna nawet nie dokończyć jedzenia. Ale tak w ogóle Göteborg jest fantastycznym miastem, bardzo gościnnie nastawionym do turystów. Przyjeżdżajcie! Uprzedzam jednak, że policja ma problemy z wyłapniem snajperów czy innych miłosników broni automatycznej, bo ewentualni świadkowie w ogóle nie chca zeznawać.
sobota, 14 marca 2015
Genderowski poker
Najszczęśliwsza jestem, gdy wstawiam sernik do pieca. Najpierw cały dzień myślę o nim, w końcu z ociąganiem zabieram się za robotę, ktora nagle szybko idzie i ciasto w końcu ląduje w piecu. Zacieram ręce z zadowolenia, a potem czekam godzinę na mój ulubiony deser. Napełnia mnie poczucie dobrze spełnionego słodkiego obowiązku. Po kuchni, a za chwilę po całym domu rozchodzi się zapach pieczonego ciasta. Pachnie wanilią, rodzynkami i po prostu sernikiem. nawet taki wygląd kuchni
nie przeraża mnie, bo wonność sernika rekompensuje wizualne niedoskonałości. Poza tym, uważam że taki wygląd kuchni jest tylko świadectwem, że u mnie w domu się jada, a przede wszystkim świadczy o tym, że dom jest zamieszkały. Tu dzieją się rzeczy. Jeśli ktoś chce mieć wszystko na wysoki połysk, to...powinnien zamieszkać w muzeum, chyba. Poza tym nigdy nie twierdziłam, że jestem doskonałą panią domu. Poczekam aż ktoś to posprząta, najlepiej jakiś domowy mężczyzna.
A teraz podsumuję miniony tydzień:
poniedzialek - praca od rana do wieczora
wtorek - patrz powyżej
środa - patrz powyżej
czwartek - patrz powyżej plus konferencja
Za to wczoraj dzień roznil sie od pozostalych czterech tym, że Paulina, Joanna i ja poszlyśmy na obiad do restauracji w mieście. Restauracją udaje włoską i nazywa się Invito, ja nazywam ją czasami Invitro, chyba przez to, że w tv jest tyle debat dotyczących invitro i chyba stąd mi się to bierze.
Wczesniej, przed obiadem miałyśmy zamiar iść na wykład w ramach trwającego w mieście festiwalu literatury, ktory odbywa się raz do roku zresztą. Oczywiście wstęp kosztuje, a potem z bogatej oferty można sobie wybierać, kogo chce się zobaczyć, a nawet posłuchać. Przyjeżdżają i prezentują swoje mysli i refleksje ludzie na co dzień zajmujący się literaturą - nawet pisarze. W programie zatem wyczytałyśmy, że będzie odczyt o polskiej literaturze od roku 1989. Temat marzenie! Jeszcze w czwartek, późnym wieczorem usiłowałyśmy zarezerwować bilety na piątkowy festiwal, a tu wielka niespodzianka. Wszystkie bilety były wyprzedane. Szok, szok, szok. Nawet załamałam się na chwilę. Miałam za to czas, by sprawdzić w Internecie, co stracę. Prelegentka nazywa się Renata Ingbrant. Pochodzi z uniwersytetu w Sztokholmie, napisala pracę "Kobiecość i męskość w Polsce: dwa studia o gender, kulturze i polityce. No i wszystko stalo sie jasne, dlaczego zostala zaproszona jako gość. GENDER jest tym magicznym slowem, wytrychem, na ktorym dzisiaj mozna zbić niezły kapitał. Nie wiem, czy sama nie pożegluję w tym kierunku. Z Internetu dowiedziałam się, że w w 2010 roku zostalo jej przyznane 1485000 (jeden milion osiemdziesiąt pięć tysięcy) koron (w polskiej walucie będzie tego około połowa) na pracę naukową nad Bilder av manlighet och manlighetens förvandling i polsk prosa under perioden 1884 - 1939. Co w naszym języku oznacza - Wizerunek męskości i przeobrażenia męskości w okresie 1884 - 1939. Aż żałuję, że sama na to nie wpadłam! Ale właściwie pozostaje mi przedział czasowy od 1939 do dzisiaj (?). W tym roku pani Renata otrzymała stypendium Elsy Swenson - 25 000 koron przyznawane przez bibliotekę w Umeå. Poza tym w kręgu jej badań naukowych znajdują sie polskie poetki, między innymi Anna Świrszczyńska z prespektywy feministycznej. Na zdjęciach wygląda ona bardzo sympatycznie - Renata, nie Elsa. Większość wykładów czy seminariów dotyczyła gender. Jest to w tej chwili najlepsza karta przetargowa na poziomie krajowym,wojewodzkim i lokalnym. Może warto nią zagrać? Przez ten gender już sama nie wiem, czy mam ugotowac jutro obiad, czy nie? Może jutro nie ugotuję, ale w poniedzialek, wtorek i przez resztę życia? kto to będzie za mnie robił? Może ten mój maczo mężczyzna? Juz kiedys pisalam czym ten facet by mnie karmił, ziemniakami z proszku, usmażoną na czarno kiełabasą i goframi! A co ja mam zrobic z moja kobiecościa? Chociaż Ronny i tak twierdzi, że jestem jak facet. Więc może ja wcale nie jestem kobieca i nic nie muszą zmieniać(?). Powiada się na mieście, że kobiety za mało zarabiaja, bo one nie potrafią postawić na swoim, tylko od razu dziekują za te kilka groszy podwyżki. A jak ja mam rozmawiac o podwyżce z szefem - kobietą? Nie moge jej nawet zarzucić, że jest mężczyzną i dlatego z góry traktuje mnie jako ofiare i kogoś na kim można zarobić i wykorzystać.
Nowicka jako kandydatka na prezydentkę glosila na swoim wiecu, że więcej kobiet w polityce, to lepsza opieka socjalna. Własnie ta opieka dowodzi, że nią zajmują sie kobiety, a nie mężczyźni, bo gdy rządzą mężczyźni, to i opieka jest do dupy. Ona powinna przeobrazac tych mężczyzn, by posiedli wrażliwość kobiet i odpowiedzialnie zaopiekowali się tymi slabymi w spoleczeństwie, a nie od razu udowadniać, że to tylko kobiety maja jakies pojęcie o opiece i dobre serce. To była właśnie próbka analizy z perspektywy gender. Kazać mężczyznom być jak kobiety. Przeczytałam również, że na filmy tez nalezy patrzeć z perspektywy feministycznej, a feminizm jest synonimiczny dla gender,a gender to rownież zagadnienie seksizmu. A więc ogladając jakikolwiek film należy zadać sobie 3 pytania z seksistowskiej perspektywy:
I tymi pytaniami/ kryteriami rozstaję się z Wami.
nie przeraża mnie, bo wonność sernika rekompensuje wizualne niedoskonałości. Poza tym, uważam że taki wygląd kuchni jest tylko świadectwem, że u mnie w domu się jada, a przede wszystkim świadczy o tym, że dom jest zamieszkały. Tu dzieją się rzeczy. Jeśli ktoś chce mieć wszystko na wysoki połysk, to...powinnien zamieszkać w muzeum, chyba. Poza tym nigdy nie twierdziłam, że jestem doskonałą panią domu. Poczekam aż ktoś to posprząta, najlepiej jakiś domowy mężczyzna.
A teraz podsumuję miniony tydzień:
poniedzialek - praca od rana do wieczora
wtorek - patrz powyżej
środa - patrz powyżej
czwartek - patrz powyżej plus konferencja
Za to wczoraj dzień roznil sie od pozostalych czterech tym, że Paulina, Joanna i ja poszlyśmy na obiad do restauracji w mieście. Restauracją udaje włoską i nazywa się Invito, ja nazywam ją czasami Invitro, chyba przez to, że w tv jest tyle debat dotyczących invitro i chyba stąd mi się to bierze.
Wczesniej, przed obiadem miałyśmy zamiar iść na wykład w ramach trwającego w mieście festiwalu literatury, ktory odbywa się raz do roku zresztą. Oczywiście wstęp kosztuje, a potem z bogatej oferty można sobie wybierać, kogo chce się zobaczyć, a nawet posłuchać. Przyjeżdżają i prezentują swoje mysli i refleksje ludzie na co dzień zajmujący się literaturą - nawet pisarze. W programie zatem wyczytałyśmy, że będzie odczyt o polskiej literaturze od roku 1989. Temat marzenie! Jeszcze w czwartek, późnym wieczorem usiłowałyśmy zarezerwować bilety na piątkowy festiwal, a tu wielka niespodzianka. Wszystkie bilety były wyprzedane. Szok, szok, szok. Nawet załamałam się na chwilę. Miałam za to czas, by sprawdzić w Internecie, co stracę. Prelegentka nazywa się Renata Ingbrant. Pochodzi z uniwersytetu w Sztokholmie, napisala pracę "Kobiecość i męskość w Polsce: dwa studia o gender, kulturze i polityce. No i wszystko stalo sie jasne, dlaczego zostala zaproszona jako gość. GENDER jest tym magicznym slowem, wytrychem, na ktorym dzisiaj mozna zbić niezły kapitał. Nie wiem, czy sama nie pożegluję w tym kierunku. Z Internetu dowiedziałam się, że w w 2010 roku zostalo jej przyznane 1485000 (jeden milion osiemdziesiąt pięć tysięcy) koron (w polskiej walucie będzie tego około połowa) na pracę naukową nad Bilder av manlighet och manlighetens förvandling i polsk prosa under perioden 1884 - 1939. Co w naszym języku oznacza - Wizerunek męskości i przeobrażenia męskości w okresie 1884 - 1939. Aż żałuję, że sama na to nie wpadłam! Ale właściwie pozostaje mi przedział czasowy od 1939 do dzisiaj (?). W tym roku pani Renata otrzymała stypendium Elsy Swenson - 25 000 koron przyznawane przez bibliotekę w Umeå. Poza tym w kręgu jej badań naukowych znajdują sie polskie poetki, między innymi Anna Świrszczyńska z prespektywy feministycznej. Na zdjęciach wygląda ona bardzo sympatycznie - Renata, nie Elsa. Większość wykładów czy seminariów dotyczyła gender. Jest to w tej chwili najlepsza karta przetargowa na poziomie krajowym,wojewodzkim i lokalnym. Może warto nią zagrać? Przez ten gender już sama nie wiem, czy mam ugotowac jutro obiad, czy nie? Może jutro nie ugotuję, ale w poniedzialek, wtorek i przez resztę życia? kto to będzie za mnie robił? Może ten mój maczo mężczyzna? Juz kiedys pisalam czym ten facet by mnie karmił, ziemniakami z proszku, usmażoną na czarno kiełabasą i goframi! A co ja mam zrobic z moja kobiecościa? Chociaż Ronny i tak twierdzi, że jestem jak facet. Więc może ja wcale nie jestem kobieca i nic nie muszą zmieniać(?). Powiada się na mieście, że kobiety za mało zarabiaja, bo one nie potrafią postawić na swoim, tylko od razu dziekują za te kilka groszy podwyżki. A jak ja mam rozmawiac o podwyżce z szefem - kobietą? Nie moge jej nawet zarzucić, że jest mężczyzną i dlatego z góry traktuje mnie jako ofiare i kogoś na kim można zarobić i wykorzystać.
Nowicka jako kandydatka na prezydentkę glosila na swoim wiecu, że więcej kobiet w polityce, to lepsza opieka socjalna. Własnie ta opieka dowodzi, że nią zajmują sie kobiety, a nie mężczyźni, bo gdy rządzą mężczyźni, to i opieka jest do dupy. Ona powinna przeobrazac tych mężczyzn, by posiedli wrażliwość kobiet i odpowiedzialnie zaopiekowali się tymi slabymi w spoleczeństwie, a nie od razu udowadniać, że to tylko kobiety maja jakies pojęcie o opiece i dobre serce. To była właśnie próbka analizy z perspektywy gender. Kazać mężczyznom być jak kobiety. Przeczytałam również, że na filmy tez nalezy patrzeć z perspektywy feministycznej, a feminizm jest synonimiczny dla gender,a gender to rownież zagadnienie seksizmu. A więc ogladając jakikolwiek film należy zadać sobie 3 pytania z seksistowskiej perspektywy:
- Czy w filmie wystepują przynajmniej dwie kobiety mające imiona?
- Czy one z soba rozmawiają?
- Czy one rozmawiaja o czymś innym, czy tylko o mężczyznach?
I tymi pytaniami/ kryteriami rozstaję się z Wami.
Takie role odgrywają kobiety w amerykańskich filmach (z Polityki), a Polityka wzięła dane z Opus Data.
PS. Paulina doniosła mi właśnie, że zorza pojawila się na niebie. Idę się pogapić na nią.
niedziela, 8 marca 2015
Dzień Kobiet
Rano otworzylam oczy i zdziwilam sie panującą ciszą w domu. Nie doszedł mnie dźwięk fanfar, ani zapach świeżo zaparzonej kawy, ani mąż stojący przy łóżku z wykwintnym śniadankiem na tacy i różą w zębach. Spojrzalam na tę stronę łóżka należącą do męża, a tam pusto. Wygramoliłam się z łóżka, poczlapalam do kuchni i tam ujrzalam Ronnego wcinającego kanapkę i studiującego wczorajsza gazetę. Wstawiłam wodę na kawę i poszłam do łazienki. Po porannych ablucjach zapytałam go, ciągle pogrążonego w lekturze, czy slyszał, wie o tym, że dzisiaj jest Dzień Kobiet. "Chyba w Polsce", tak mi odpowiedział. "W Polsce też, ale to jest MIĘDZYNARODOWY Dzień Kobiet, więc Szwecję również dotyczy". "Ktory dzisiaj jest?", zapytał rezolutnie. Wzniosłam oczy do nieba i oznajmiłam, że ósmy. "Niemożliwe. Dzisiaj jest przecież dziesiąty!", wstał od stołu i podszedł do kalendarza wiszącego na ścianie w kuchni. Popatrzył, podumał i oznajmił "Ty masz rację cholera, dzisiaj jest ósmy i napis, że to Dzień Kobiet. To dopiero niespodzianka!" No i tak wyglądał ten Dzień Kobiet. Od innych panów zadomowionych w mojej rodzinie też zyczenia nie popłynęły szerokim strumieniem. Strajk jaki, czy co? Bunt? Myślą może, że to jest dzień nierównego traktowania mężczyzn. Nie wiem i wisi mi to. Ale, że mój brat zapomniał, że jego siostra jest kobietą, to tego już nie mogę zrozumieć. Będzie musiał mi się z tego wytłumaczyć. Pogapiłam się nieco w Internet, polubiłam to i owo na fejsie, poczytałam kilka artykułów, obejrzałam Halę Odlotów na Kulturze, w którym zgromadzone (znane) kobiety mówiły o feminizmie w Polsce. Wśród nich znajdowała się Mauela Gretkowska, która zainteresowała mnie swoją bardzo gładką, bez ani jednej zmarszczki twarzą! Jak ona to robi? Ona może powinna zająć się poradnictwem dotyczącym urody zamiast feminizmem. Boże, że jej się jeszcze chce! Poza tym byłam bardzo zawiedziona całą tą feministyczną dyskusją nad tym czy Polki są feministkami, czy nie. Jedna mowila, że są, druga, że nie. A wedlug mnie Polki wcale nimi być nie musza, bo Polki, przynajmniej te ktore znam zarowno mieszkające tutaj, jak i w Polsce odznaczają się siłą charakteru, są konsekwentne, twarde jak stal i delikatne jak miśnieńska porcelana. Gdyby wszyscy faceci nagle zniknęli z planety Ziemia, one zupełnie same poradziłyby sobie. I to jest moja definicja feminizmu. Nasze poprzedniczki wywalczyły nam prawa - do głosowania, do dzielenia obowiązków, do wykształcenia, do pracy, do kariery, do politykowania, do wolności wyboru czegokolwiek itd. i tak uzbrojone powinnyśmy iść śmiało w życie z podniesioną głową. A pensje? Kochane Siostry - te szwedzkie babki wrzeszczą, miotają się, wyzywają facetów, ich ekstremalne odłamy latają na golasa po kościolach czy taplają się na basenie w topless tu w Umeå przynajmniej, biorą śluby z innymi kobietami, i to kościelne śluby (sic!), ale równych pensji nie są w stanie wywalczyć. Ciągle podobno kobiety w Szwecji zarabiaja mniej od mężczyzn. Mnie osobiście ślub z kobietą, ganianie goło, pływanie bez kostiumu w ogóle nie interesuje. To nie są moje postulaty jako kobiety. Mnie interesuje zmniejszony wymiar pracy - zamiast 8 godzin pracy - 6 godzin, ale z pensją za cały etat. To w końcu my rodzimy dzieci - przyszłych podatników i siłę roboczą. Musimy miec czas na oddech, na skontrolowanie i pomoc dziecku, zakupy, ugotowanie obiadu, chyba że facet tak bardzo się rwie do tego, to niech gotuje. Kobieta potrzebuje czasu na ogarnięcie sie, wypoczynek i komfort psychiczny. Na swoje hobby, pasje itd. to są moje postulaty. Oczywiście nie powinnien to być przymus, tylko przywilej, bo wśrod nas sa też takie (znam je), ktore nie mogą zyc bez pracy, nazwijmy je pracoholiczki, więc niech pracują, ile tylko wlezie. Nie zabroniłabym im. W Szwecji feminizm jest seksistowski (każdy facet to potencjalny oprawca i świnia) i równoznaczny z genderyzmem. Wszystko po równo (takie komunistyczne myślenie według mnie), zacieranie granic płci. I kto sie ma z tym dobrze czuć? Wkrótce zaczną pojawiać się indywida, które w wieku 30 lat nie będą pewne swojej tożsamości płciowej. No, ja nie chcę udawać faceta mięczaka, wolę być prawdziwą wiedzącą czego chce kobietą. I na tym kończę, tak bez zadnego zakończenia i puenty. temat pozostawiam otwarty, bo jak znam siebie, pewnie wkrótce do niego powrócę. Za to chętnie poczytam jak Wy definiujecie feminizm i co dokucza i doskwiera współczesnym Polkom, czyli Wam :) Dobranoc. Koniec urlopu, jutro do roboty!
![]() |
| Pamietacie? (ze strony Bar Mleczny) |
sobota, 7 marca 2015
Dzień Kobiet przed Dniem Kobiet
Dzisiaj miałam swój Dzień Kobiet. Poza chodzeniem z kąta w kąt, spaniem w środku dnia, popatrywaniem jednym okiem w tv, nie zrobiłam właściwie nic. Pogoda była koszmarna - strasznie wiało i siekło śniegodeszczem. Teraz zrobilam krotką przerwę od błąkania się po Paryżu, by zrobić sobie coś do picia. Przede mna stoi butelka z winem, więc nie musze nawet robić nic do picia, tylko nalać sobie tego świętego napoju, by podnieść poziom nastroju. I jak tu nie wierzyć w magię? Paryż to powieść, ktora do mnie ostatnio przyszła z Merlina. Jest grubsza od Ksiąg Jakubowych. Księgi mają 907 stron, a Paryż 943. Jednak językowo są słabsze od Ksiąg Jakubowych. Różnica jest taka, jaka jest między kryształem a szkłem. Literacki język Tokarczuk, to wirtuozeria. Paryż napisał Anglik Edward Rutherfurd. Ciekawe, dlaczego tak dużo Anglików pisze o Paryżu, bądź Francji w ogóle. Akcja Paryża zaczyna się w 1875 i jest spotkaniem postaci historycznych z fikcyjnymi. Momentami wydaje się nieco podręcznikowa. Co do języka, to w końcu czytam ją po polsku, ale powieść została przetłumaczona z angielskiego. Zatem może niższy kaliber Paryża wynika z tłumaczenia? Chociaż nie sadzę i nie wierzę w to. Ten Anglik gorzej pisze od naszej rodzimej , kochanej Tokarczuk. Autorem i kompozytorem dzisiejszego obiadu był Jens. Pokusił się na grillowanie. Dodatkowe brawa za to, że chciało mu się stać na dworzu podczas takiej beznadziejnej, ołowianej pogody. Wczoraj wieczorem pokroil mięso i zamoczyl w marynacie, dzisiaj, upiekl w piekarniku ziemniaki z ziołami. Nadzwyczajne i pyszne jedzenie wyszło z grilla i z piekarnika.
Jutro, natomiast zobaczymy, kto poda mi obiad. Może mój mąż? No, bo kto inny? Tylko on mi pozostaje, wolę nie liczyć na cudzych mężów. Kto jak kto, ale pogoda ma mnie tu nie zwieść, widziałam prognoze na jutro i będzie słońce i plus 10 stopni!!! Czy Wy to sobie wyobrażacie? Tu na pólnocy, o tej porze roku! To jest po prostu niewarygodne. A jednak to prawda z tym globalnym ociepleniem. Chociaż muszę uczciwie przyznać, że segregowanie śmieci zupełnie i po prostu mnie znudziło. Segreguję, ale robię to bez przekonania. Nie zadaje sobie juz jednak trudu, by opakowania po szamponach płukać czy jakieś inne opakowania rozkladac na czynniki pierwsze, bo korek trzeba wrzucić w e dziure, a resztę kartonu w inną. Koniec, uważam, że tym powinny się zająć fabryki, ktore produkuja takie opakowania. Niech wymyślą jednolite, a nie łączą kartonu z plastikiem. Kupując jakiś produkt w opakowaniu, spada mi od razu na głowę rozbicie tego opakowania na atomy. Mam tego dosyć.
| Jens z polędwicą wołową. |
| ziemniaki z dodatkami |
| gotowe do spożycia |
| pyszne, pieczone ziemniaki |
Subskrybuj:
Posty (Atom)



