Kolejny wiosenny dzień. Właśnie kupiłam sobie lunch, który zamierzam skonsumować w moim przytulnym samochodzie.
Oj, czego my tu nie mamy! Łosoś, raki, pyszne dressingi, baby mozarella i pieczone ziemniaczki. Jest milutko, cieplutko i radio gada o strajku pilotów i o tym, że 5% chłopców w wieku 10-17 wcina tabletki na ADHD, a wsród dziewczynek w tej samej kategorii wiekowej tabletki łyka tylko 2%. Nawet tu nie ma równouprawnienia!
Mój samochód, to mój własny pokój. A w takich okolicznościach klimatycznych
jest po prostu niezastąpiony! A teraz koniec lunchu, jadę do pracy!
Ciągle zimno! Umierać, a nie żyć!!! Uważam, że Komorowski rozłożył Dudę na łopatki. Uważam również, że obywatele powinni głosować, na zasadzie "jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma". Duda rozśmieszył mnie przewalutowaniem franka, wyższymi emeryturami i niższymi podatkami. Dlaczego od razu nie ogłosi, że Polska pod jego przywodztwem, stanie się rajem podatkowym? Przynajmniej wszystkie państwa prałyby swoje brudne pieniądze w Polsce, a to też chyba jest jakiś profit - interes? Poza tym, żałuję, że nie zablokowałam sobie mojego etatu w Polsce zanim się tu wyprowadziłam, bo teraz rozważałabym powrót. Naprawdę! Zwlaszcza teraz, gdy w Szwecji trwa dyskusja nad podniesieniem wieku emerytalnego - 70 lat!!! A w Polsce ma (jesli wygra Duda) być obniżony wiek emerytalny. Co ja takiego glupiego zrobilam w tym moim życiu? Nie wspomnę o podatkach. Bo ja tutaj placę 33% od moich zarobków. Przyzwyczailam się jednak do tego, że ja zawsze jestem w zlym miejscu i złym czasie. No i jeszcze ta "zielona" zima! Te wszystkie drzewa w bólu rodzą te swoje maciupeńkie listki. Muchy czy komara próżno szukać. Jest tak zimno, że nie w glowie im latanie. Jadąc samochodem gapię się na łyse brzozy, nieznacznie przprószone jasnozieloną mgiełką. Wyciągam pięść w ich kierunku i wrzeszczę - wyłaźcie wreszcie!- mając na myśli liście. Przykro mi, ale na dzisiaj nie mam nic do powiedzenia, bo jestem totalnie zdołowana grubymi swetrami i puchową kurtką. Idę spać!
W mediach aż wrze od kampanii. Wczoraj mialam wolne, dzisiaj też, no i do tego weekend, także posledzę tę kampanię z wielkim zainteresowaniem. Bo ja, prosze Państwa, interesuję się polityką i już. Poza tym pogoda - zimno, szaro, deszcz, i tylko plus 6 stopni - sprzyja, by czas poświęcić na kampanię i sprzątanie lodówki. Oto moja lodówka:
Otworzyłam ją dzisiaj rano, a w niej - trup! Coś martwego zawaniało tak intensywnie, że po błyskawicznym wyciągnięciu kartonu z mlekiem, czym prędzej zamknęłam drzwi od lodówki. Moja lodówka jest tak zagracona, że nic w niej nie mozna znaleźć. Każdy po kolei otwiera ją i gapi jak sroka w gnat, a bo to trzeba zlokalizowac masło, a może jakiś ser, a może szynkę czy co innego na chleb. Najzabawniejsze bylo to, że Mikael twierdził, że nic nie śmierdzi, ale Paulina, ja i Renee, że jednak coś przekroczyło swoją najlepszą datę do spożycia. Lodówka jest tak zapakowana, bo sporo ludzi u mnie pomieszkuje - Paulina z Mikaelem, Renee z Jensem i każde z nich coś kupuje do jedzenia wedle swojego uznania. Mój zięć kocha capiące sery, Renee różne jogurciki. Przyczyną wyziewów lodówkowych okazała się stara, niedomknięta śmietana. Śmierć smietanie!
Te wolne zimne dni nastrajaja mnie jednak wiosennie. Obeszłam szafy i znalazlam w jednej z nich sweterek z roku...hmmm 1998. Prawdziwy rarytas!
Jednak ze względu na wielką ilość dziur w tym sweterku muszę wkladac na wierzch puchówkę, gdy wychodze na zewnątrz. I tak oto wyglada ubraniowy kompromis między wiosną,a zimą w połowie maja!
Zapomnialam napisać, że całą środę spędzilam w muzeum w ramach pracy. Oczywiście praca w grupach - obowiązkowa, ale tym razem bylo twórczo i nieprawdopodobnie wesoło. Zostaliśmy oprowadzeni po wspólczesnej sztuce kubańskiej. Oto co zobaczylam:
Eduard Ponjuán González
Ge blod, 2012
E.P. González
Na plac. 2012
Te dwa powyższe teksty to slogany pochodzące z plakatów z rewolucyjną propagandą. Tworcy takich plakatów mieli obowiązek uzywania najbardziej efektownych sposobow, by zaprezentować znaczenie słów. Gonzalez używa tych form z rewolucji i jednocześnie je parodiuje. Plaza - to nazwa placu w Hawanie.
a oto nasze grupowe afisze. Ten mój, to ten z krzyczącymi słowami:
JA - TAK! i NEJ - NIE!
Ma symbolizować brak komunikacji między ludźmi na świecie, co jest powodem do kłótni, konfliktów i prowadzi w końcu do wojny. Mój pomysł, a wykonawstwo moje i pewnego Rosjanina.
Poniedziałek już za mną. Teraz tańczę wokół zupy ogórkowej, na ktorą dostałam zamówienie od Renee i Jensa. Ten tydzień jest lajtowy, bo jeszcze tylko dwa dni pracy przede mną, a potem WOLNE!!! Czwartek jest świąteczny. Święto jest natury kościelnej - Wniebowstąpienie, ktore tu w Szwecji zawsze jest w czwartek, chociaz jak przed chwilą sprawdziłam, tak naprawdę przypada na 17 maja. Wiosna zimna, drzewa w bólu rodzą listki, a wlaściwie pąki, bo do listków to im jeszcze daleko, a w Polsce już kasztany kwitną, och...jak ja już tęsknię. Zaczynam mieć odruchy jak pies Pawłowa. Maj, wiosna, trochę słońca i to od razu wywołuje u mnie tęsknotę i zniecierpliwienie. Tęsknotę za Gdańskiem, morzem, wrzaskiem mew, no i oczywiście rodziną. Moj wewnętrzny zegar już glośno tyka i odlicza czas do mojego wyjazdu do krainy po drugiej stronie Bałtyku.
A na razie czekając na lato kupilam sobie sukienkę do samej ziemi i trepy. Zaczynam powoli kompletować letnią garderobę, a w wyobraźni widze już siebie fruwającą nad Gdańskiem w gondoli diabelskiego koła.
A jesli chodzi o politykę to aż oczy przetarlam, gdy zobaczyłam, że Duda jest na prowadzeniu. Natomiast sukces Kukiza, przepraszam wszystkich tu zebranych, przeraża mnie. Właściwie nie tyle jego sukces, co on sam. Jest głośny, zbuntowany, oskarżający. I ten jego bunt, te wręcz rewolucyjne poglądy, ten jego zapał, ten protest, zacietrzewienie i bezkompromisowość są według mnie takie...komunistyczne (Polska dla obywateli!). Wszyscy rewolucjoniści - komuniści byli tacy gniewni, wściekli. Rewolucja Kukiza miejmy nadzieję będzie aksamitna, a nie krwawa. Jego świętym celem jest... "zmiana ustroju Państwa" (jego własne slowa, które napisał na fejsie). Na jaki? Lewica w Polsce jest w stanie agonalnym, na jesieni pewnie odda ostatnie tchnienie i co wtedy będzie? Nie wiem. Polska pochwali się różnymi odcieniami prawicy - od tej nacjonalistycznej poprzez konserwatywną do liberalnej lub postliberalnej, nie wspomnę o Narodowcach czy Nowej Prawicy, no i jeszcze marzenia o monarchii gdzieś tam na horyzoncie przebłyskują. Nie podobało mi się, że nikt ze sztabu pani Ogórek nie obdarował jej kwiatami. Weszła na scenę, podziękowała, oznajmila, że Polacy nie dorosli do tego, by prezydentem została kobieta, no i zeszła wdzięcznie. Szkoda mi jej.
Natomiast młodzież rzuciła się na moją zupę ogórkową, ja zresztą też zjadlam jej caly talerz z dolewką i na koniec załączam link do mojej ulubionej piosenki Kukiza:
"Bo tutaj jest, jak jest po prostu"
A tu znaleziona w Internecie karta do głosowania:
Trzeba powiększyć, by odszyfrować komentarze. No, jeżeli elektorat tak głosuje, to nie dziwię się, że "tutaj jest jak jest, po prostu". To u gory to wcale nie bylo śmieszne, tylko żałosne.
Poza tym uwazam, ze to bardzo dobrze, że sa wybory. Mało tego - bardzo dobrze, że będzie druga tura, bo czas wyborow jest czasem, kiedy politycy nareszcie biora się za reformy, nawet te wymuszone. Prosze bardzo przyklad - Komorowski już dzisiaj zapowiedzial, że rozpisze referendum i to aż trzypunktowe! Gdyby nie wybory, to nie byloby nawet gadki o referendum. Także dobrze, że są i dobrze, że kandydaci czują się zagrożeni. Teraz nalezy kuć żelazo póki gorące!
"Ranczo" obejrzałam, bułki cynamonowe wsadzilam do pieca, co oznacza, że za chwilę będą do spożycia i moją kuchnię razem z telewizorem zamienię na sztab wyborczy. Sama, niestety nie głosowałam, ale ciekawość mnie rozsadza, kto będzie prezydentem naszej ukochanej ojczyzny. Wyprosilam wszystkich z mojego centrum wyborczego, by mi tu nie łazili i gadali. Właściwe zrobiłam to już przed "Ranczo". Siedzą teraz u góry na piętrze, rżną w karty i rycza ze śmiechu. I pomyśleć, że chcieli grać tu, w kuchni. Przede wszystkim jestem ciekawa jak poszło kandydatowi "szczęść Boże", czyli panu Braunowi,a tak na marginesie to bardzo polskobrzmiące ma nazwisko. Interesuje mnie, co do powiedzenia ma Korwin - Mikke i co do zaspiewania - Kukiz. Chcę rownież obejrzeć nową kreację kandydatki Ogórek. Za cztery minuty podadzą pierwsze sondaże. O! Mater Dei musze wyciągnąć bułki z pieca, bo jeszcze przez te wybory spalę je na wegiel.
Calkiem mozliwe, że wrócę tu na stronę, by coś dopisać lub wkleić jakieś zdjęcie. Paczenara!
Wiecie co to znaczy? Pa - cze - nara, znaczy tyle, co Pa! Cześć, Na razie!
O, Matko już są wyniki!
Doniesienie z ostatniej chwili!
W gabinecie prezydenta wisi taki oto obraz:
Julian Fałat, Powrót z polowania na niedźwiedzia.
Musicie przyznać, że wspaniały! Zimowa symfonia, aż słychać chrzęst śniegu i sapanie z wysiłku myśliwych niosacych na swoich barkach potężnego niedźwiedzia.
W końcu nadeszły lepsze czasy. W przyrodzie. Noc zaczyna się po godzinie 22 - giej, Gałęzie drzew obsypane są pączkami, deszczyk czasem popada, słoneczko tez czasem nie tylko poświeci, ale też pogrzeje, ptaki śpiewają całą dobę, a nad głowani przelatują żurawie zaznaczając swoją obecność donośnym klangorem. Dzisiaj przez drogę przebiegł rudy lis z piękną, bujną kitą, a wczoraj kilkanaście metrów przed maskę mojego samochodu wyskoczył nagle na drogę młody zając i tak biegł przed siebie, a ja za nim jechałam i zastanawiałam się, kiedy wreszście wskoczy do lasu, bo ja spieszyłam się do pracy, a on zmusił mnie tym swoim kicaniem do jazdy spacerowej. Tyle wstępem.
Wczorajszej nocy ogladałam transmisję z Westerplatte z obchodów zakończenia II wojny światowej, ktore mi się bardzo podobały. Przemówienie Komorowskiego zrobiło na mnie duże wrażenie. Nareszcie Polska wyszła przed szereg, w ktorym raz na zawsze, zdawałoby się, została ustawiona po wojnie i przez komunistow i naszych kochanych aliantów, którzy zajęli się pisaniem historii umniejszających rolę Polski i Polaków w walce z faszyzmem. Efekty tego pomniejszania są wszystkim znane - Polacy to antysemici, obozy koncentracyjne są polskie, Monte Cassino to - Amerykanie i Anglicy, a enigmę złamał Brytyjczyk. O tym ostatnim usłyszałam ostatni raz w szwedzkim radiu na kanale P1 dwa dni temu. Słowa Komorowskiego:"nie dla wszystkich w Europie dzień zakończenia II wojny światowej oznaczał wymierny udział w zwycięstwie; nie dla wszystkich koniec wojny był początkiem ery wolności. - Dla wszystkich jednak wojna była ogromnym wstrząsem, dlatego Europa Zachodnia po dekadach umacniania narodowych egoizmów w stosunkach międzynarodowych zwróciła się w stronę tego, co narody europejskie łączy, a nie dzieli." W końcu trzeba było to powiedzieć! Bardzo dobrze. Może na uroczystości zabrakło VIP - ów z Europy zachodniej, ale słowo poszło w świat. Uważam, że Polacy powinni głosno i bez pardonu opowiadać o swoim wkładzie w wyzwolenie i ofiary jakie ponieśli, powinni publikować historię po angielsku, wydawać mnostwo książek we wszystkich mozliwych językach i robić mnostwo filmów wojennych. Koniec ze skromnością. Najbardziej cieszy mnie fakt, że Dzień Zwycięstwa będzie obchodzony zgodnie z czasem warszawskim czy berlińskim, a nie jak było do tej pory - moskiewskim. Przez te Sowiety nawet Dzień Zwycięstwa mieliśmy obchodzić 9 maja, tak jak sobie życzyła tego Moskwa, chociaż akt kapitulacji był podpisany 7 maja w Reims we Francji, co nie bardzo podobało się Stalinowi, bo zabrakło sowieckiego świadka przy podpisywaniu, więc dzień nazajutrz, niestety w nocy, podpisano akt kapitulacji drugi raz w obecności Sowietów, by mieli tę satysfakcję. No i tak się stało, że podczas podpisywania w Berlinie był 8 maja, a według czasu moskiewskiego był to już 9 maja. Nie rozumiem, dlaczego Sowieci trzymali się czasu moskiewskiego, kiedy akcja podpisywania działa się w Berlinie. A już zupełnie nie do pojęcia jest, dlaczego Polska była zmuszona trzymać się czasu moskiewskiego zamiast swojego własnego - warszawskiego?
Na Westerplatte oddano hołd wszystkim walczącym salwami z armat. Jutro muszę zapytać rodziców, czy słyszeli te wystrzały.
A jesli chodzi o wybory prezydenckie, to typuję, hmm...że prezydentem zostanie Bronisław Komorowski.
Wczoraj ogniem wypędzaliśmy ze Szwecji czarownice, zle duchy, trolle i zimę. Czarownice ze swoim towarzystwem pewnie zniknęły, bądź utracily swoją moc, niestety zimno pozostało. Krotki spacer wymaga cieplej kurtki i rekawiczek. Już mozna zwariować. Wczoraj wieczorem pierwszy raz w życiu poszlam z Pauliną, Mikaelem i Jensem do wsi pogapić się na ognisko. Valborg czy noc Walpurgii świetowalismy zawsze u teściowej i wtedy rozpalalismy nasze własne, prywatne ognisko. Niestety, te czasy minęły bezpowrotnie, zostaly już tylko we wspomnieniach i na rodzinnych zdjęciach. W zeszlym roku paliliśmy ognisko na dzialce Pauliny, wtedy byli tu moi rodzice. Wczoraj nie robiliśmy własnego ogniska, było ponuro, deszcz padał, a Ronny pracował. o 20 - stej przeszliśmy się do wsi. Nawet dużo ludzi przybyło, bo jeden z wiejskich chlopakow kończyl 30 lat, więc Valborg połączył ze swoją imprezą urodzinową. Nasz Nemo wszystkich obszczekiwał, Tilda się trzęsła, ognisko płonęło, stalismy w półkolu razem z innymi. Paulina rozpoznała wśród urodzinowych gości ludzi, z którymi chodziła do szkoły podstawowej. Pamietała ich imiona i po kolei opisywała mi ich jacy to oni byli w podstawowce. - Ten tutaj to - i wskazała jakiegoś łebka - to William, w szkole był zwyklym mobbare i skurwielem - teraz stał, gapil sie w ognisko trzymając za rekę jakąś małą dziewczynkę - jego corkę. Wskazala innego i opisała go jako cichego i milego. Niedaleko nas z piwem w garści stal inny człowieczek z kolczykiem w uchu, ale nie takim zwykłym, tylko takim kółkiem metalowym rozciągającym koniuszek ucha w wielką dziurę, przez które może przejść wielbłąd. Osobnik ten należy do gatunku ludzi męczacych - wszytko wie najlepiej, jest zarozumialy, a ludzie robią wszystko, by nie znaleźć się w jego towrzystwie. Opisała w krótkich słowach jeszcze kilka osób, postaliśmy jeszcze chwilę. Jens stwierdzil, że jest zimno jak cholera i zawrociliśmy do domu. I tak wygladal nasz rodzinny Valborg. Renee bawila w mieście z kolezankami, najpierw zjadła w swoim babskim towarzystwie obiad w restauracji, potem poszly do jakigoś klubu nocnego, a o pierwszej w nocy Natta przywiozła ją do domu. Nad ranem pojawil się w domu Ronny.
Dzisiaj, z powodu nudnej pogody, nie demostrowaliśmy w pierwszomajowym pochodzie. Nawet nie wiem, czy taki w ogole się odbył, bo po pijackich orgiach związanych ze świętowaniem Valborg, to w tym ewentualnym przemarszu uczestniczą pewnie tylko abstynenci i matki karmiące.
Zamiast pochodu dziewczyny przygotowaly pyszny obiad pod tytułem Västerbottens (nasz region) tarta. Główny skladnik dania to nasz żółty ser lokalny Västerbotten. Starty na wióry, pomieszany ze śmietaną i pieczony, jak to tarta w piekarniku. Po wyciągnięciu wygladal jak mój sernik. Nawet Ronny dał się nabrać. Jest to jednak danie obiadowe, a nie deser, ktore w zasadzie też mozna nazwać sernikiem. Podaje się go z kawiorem, creme fraiche i generalnie jest bardzo smacznym daniem.
Gdy dziewczyny gotowały, to mężczyźni pracowali.
Jens na traktorze
Mikael wśród korzeni
Tak teraz wygląda działka, na ktorej Paulina i Mikael postawią swój dom.