poniedziałek, 22 grudnia 2014

Miasto i ciasto

Po dzisiejszym rajdzie po sklepach czuję się po prostu tak:
Picasso, Kobieta prasująca.
Ja co prawda nie prasuję, ale tak samo się czuję jak ona. Nie wiem skąd mam wziąć siły na pieczenie. Latanie po mieście, w dodatku mroźnym, stanie w kolejkach wyczerpało mnie do szpiku kości. A takie ambitne miałam plany na ten poniedziałek. Ale u mnie rzadko kiedy działa cokolwiek zgodnie z planem. Chyba zabiorę się jednak za ten makowiec. Koleżanka, tu na blogu poleciła mi blog mojewypieki.com ktory przestudiowałam i nabrałam wiekszej pewności siebie. Wiem już, że makowiec należy owinąć papierem, wtedy wyjdzie ładna roladka. Ale na razie kawa na wzmocnienie i wino czerwone, bo dobre na serce:

 całe trzy litry. Mam nadzieję, że ten makowiec nie wyjdzie mi w towarzystwie wina jak to słynne ciasto z owocami, podobno najlepsze na świecie. Przeczytajcie, a sami sie przekonacie:
Najlepsze na świecie ciasto owocowe
Składniki

– 1 kostka masła.
– 2 szklanki cukru.
– 1 łyżeczka soli.
– 4 jajka.
– 1 szklanka suszonych owoców.
– 1 szklanka orzechów.
– Sok cytrynowy.
– Proszek do pieczenia.
– 3-4 szklanki dobrej whisky.

Sposób przygotowania

Przed rozpoczęciem mieszania składników sprawdź, czy whisky jest dobrej jakości. Dobra… prawda? Przygotuj teraz dużą miskę, szklankę itp. utensylia kuchenne.

Sprawdź, czy na pewno whisky jest taka jak trzeba… By być tego pewnym, nalej jedną szklankę i wypij tak szybko, jak to tylko możliwe. Powtórz operację.

Przy użyciu miksera elektrycznego ubij kostkę masła na puszystą masę, dodaj łyżeszke sukru i ubjaj dalej. W międzyszasie zprawdź, czy wisky jest na pewno taka jak czeba. Najlepjej sklaneczke. Otfórz drugo butelkie jeżli czeba.

Wszuś do mniski dwa jajki, obje szlanki z owosami i upijaj je mikserem. Sprawś jakoź wiski, żepy pootem gosie nie mufili, sze jest trujnoca.

Wszuś do miszki szyską sól jaką masz w domu, czy so tam masz, szysko jedno so. F sumje fsale nie ma snaszenia so fszusisz!

Fypij skok sytrynnmowy. Fymjeszaj fszysko z oszehamy i sukrem, fszystko jedno, i frzudź monki ile tam masz domu.

Osmaruj piesyk maseem i wyklej siasto na plache piesyka, usaw ko na 350 stofni, saaaamknij zwiszki. Sprawś jakośś fiski sostanej ot pieszenia siasta i iś spaś.


To nie ja jestem autorką tego przepisu. Znalezione w internecie :)

Zatem przed rozpoczęciem mieszania skladników sprawdzę czy wino Casillero del Diabolo jest dobrej jakości. Mam nadzieję, że diabeł we mnie wstąpi, nabiorę nadzwyczajnej werwy i...resztę już znacie z powyższego opisu :)
Efekt sfotografuję i opublikuję!

Jedzenie, jedzenie i laba

A więc tak...
Wczoraj rozpoczęłam urlop, ktory będzie trwał do 6 stycznia. Cuuuudownie! Przed rozpoczęciem laby byłam z pracą na obiedzie. Szefostwo zaprosiło nas wszystkich szeregowców do restauracji Opera. Nie byl to co prawda stół świąteczny, ze wzgledu na inne wyznania religijne części pracowników, ktorzy nie jadają wieprzowiny, ale to co czym nas poczęstowano też było okej. Usiadlam przy dlugim stole między Arabkami i Rosjanami. Siedzący po lewej mojej stronie gadali tylko i wyłącznie po arabsku, a ci z prawej strony - po rosyjsku. Niestety w mojej pracy jestem jedyną Polką, więc towarzystwa do pogawędki nie mialam. Jedyna Rosjanka, z ktorą sie kumpluję, cały czas pisała smsy. Po zjedzeniu głownego dania przesiadłam się do Anglika, ktory siedzial w otoczeniu Francuzów i Hiszpanów, a nie ze swoją pokaźnych rozmiarów grupą angielską. No, i tam nareszcie mogłam pośmiać sie i pogadać. Towarzystwo wyśmienite! Lepsze niż ten cały obiad. Ja, jak na starą babę przystało, ubralam sie w krotką spódniczkę. Przebieralam się właściwie w toalecie opery, bo bylam prosto z pracy w moim normalnym dziennym mundurku - dżinsy, sweter.
to ja w lustrze

kucharz nazywa po imieniu menu

a to moja kompozycja obiadowa - wędzony łosoś, zielenina, tortellini z rakami, szparagi
Po obiado - kolacji wracalam do domu w strugach deszczu.
Następnęgo dnia Paulina zarezerwowala dla Ronnego i mnie stolik w hiszpańskiej, a wlaściwiej katalońskiej restauracji - Tapas. Musielismy w końcu iść, bo to był zeszłoroczny prezent gwiazdkowy od Pauliny i Mikaela dla nas. Rok okazal się za krotki, by ktoregoś dnia iść i zjeść razem w knajpce. Poza tym ja caly czas byłam święcie przekonana, ze to jakas meksykańska knajpa. Prezent był ważny cały rok od daty wystawienia, więc to był ostatni gwizdek. Poszliśmy, dostalismy menu w połowie po hiszpańsku, pojęcia nie miałam co wybrać, Ronny tym bardziej. Wybór był w dodatku duży. Mozna było wziąc wszystkiego po trochu lub po jednej potrawie. W końcu wybor padł na podwędzane duże krewetki z sosem aioli (wspaniale) i żeberka (1 kilogram!). Krewetki z tym sosem to ja znam i kocham, ale te żeberka, to był ósmy cud świata. Tak pysznych żeberk, to ja nigdy jeszcze nie jadlam. Costillas (żeberka) rozpływały się w ustach. Marynata i ta glazura byla w odcieniu leciutko słodkim, a nastepnie ten slodki przechodzil w leciutko kwaśny. Cos wspaniałego! W kiblu też czekała na mnie niespodzianka. Otóż siedząc wygodnie na tronie mozna było popatrzec na piękne zdjęcia pięknej Barcelony. Każde miejsce na zdjęciu odwiedzilam osobiście.
Zastanowilam się wtedy, jakim cudem ja nigdy wczesniej nie trafiłam do tego przepysznego baru Tapas.
niebiańskie żeberka - Glacerade Costillas Iberico 1000g 

moje krewetki, a obok miseczki z rakami ten żólty, to sos aioli plus bagietka z maslem czosnkowym
 Do domu wracaliśmy w strugach deszczu, ale z domieszką śniegu. Było trochę powyżej zera.
Wczoraj rano, po przebudzeniu wyszłam przed dom, a tu... ZIMA!!!


  Gdy wyjeżdżałam do sklepu, było tak:
ostatnie tchnienie dnia
 A tu poniżej, gdy wróciłam ze sklepu, to zapadły ciemności
tajemniczo i pieknie, 
To teraz już wiecie jak wygląda kraina królowej śniegu.
Dzisiaj był plan, by piec i gotować. W zasadzie nic z tego nie wyszło, bo jakoś nikomu się nic nie chciało. Poza tym papież sam powiedział, że "przygotowania do świąt odwracają uwagę od ich sensu". Trudno się z nim nie zgodzić.
Jutro weźmiemy się za robotę kuchenną. We wtorek za sprzątanie i gotowe :) Mam zamiar upiec makowiec. Będę robić to pierwszy raz w życiu, więc nie ręczę za efekt. Masę makową przywiozłam z Polski, więc właściwie zostaje mi do zrobienia ciasto drożdżowe. Kolezanki Polki po kosultacjach poradziły mi, żebym zrobiła takie samo ciasto jak robię na te drożdżwe bułki z cynamonem czy te bułki świętej Łucji - lussekatter.
 Rozśmieszyło mnie śląskie menu wigilijne. TVN24 podało tę fajną informację dotyczącą Wigilli na Górnym Śląsku - wywar z konopi, makówka i kompot. To brzmi jak Wigilia dla narkomanów, a tak właśnie świętują ślązacy i mają naprawdę wesołe święta. Podobnie zareagował Mikael, ktory na widok masy makowej wytrzeszczyl oczy i spytal, co to jest, a Paulina odrzekla, że to opium.
Oj, już wybiła pólnoc! Śpieszę do łóżka, bo jutro, a własciwie dzisiaj musze jechać do miasta i dokończyć dzieło św. Mikołaja, bo nie uporał się jeszcze ze wszystkimi zamówieniami.

niedziela, 14 grudnia 2014

Pieczenie, gotowanie, jarmark i spacer

Nie mialam czasu na internet i tym podobne. Najpierw odpoczywalam, nabierałam sił, zbierałam sie w sobie, by w piątek wieczorem wspólnie z corkami upiec bułki szafranowe na św. Łucję i knäck, czyli te cukierki ciągutki.
bułki i cukierki

bułki

cukierki
Bułki już wszystkie zjedzone (a miały być też na święta), cukierki jeszcze są, ale nie wiem czy nie trzeba będzie ich dorobić. I tak wyglada to cale przygotowanie do świąt dwa tygodnie przed samymi świętami! Wszystko zostanie zjedzone i tyle z tych przygotowań.
Wczoraj u Renee w szkole odbywal sie jarmark świąteczny. Trzeba było pojechac i odwiedzić corkę na jej stoisku. Ona z dwoma osobami z klasy w ramach lekcji - projektu z prowadzenia wlasnego biznesu, stali przy osobnym stole i sprzedawali rzeczy typu second hand. Każdy naznosił jakichś rzeczy do pozbycia się - ciuchy, perfumy, płyty, łyżwy i inne skarby, ktore im się znudziły i postanowili je sprzedać. Pieniądze jakie zarobili ze sprzedaży mają rozporządzić na następny jarmark, gdyż oni w trójkę stworzyli coś w rodzaju swojego interesu w ramach tego biznes projektu. Dzisiaj wieczorem zadzwonila do Renee jedna ze współudziałowczyń ich "firmy" i powiedziala, ze chce pieniądze za swoje sprzedane rzeczy. Renee stwierdziła, że nie ma siły być w tej"firmie" z taką wspólniczką. Przyjaźń zostala postawiona na ostrzu noża. Teraz jedynie martwi się o końcową ocenę z tego przedmiotu (zarządzanie i przedsiebiorczość) i że szlag trafi budżet, ktory sama (sic!) stworzyła, bo kolezanka i ta trzecia osoba tym akurat się w ogole nie zajmowali, chociaż to miala być praca calej grupy. Nauczyciel powiedzial jak to funkcjonuje, ze każdemu nalezy się 30% z zarobionych pieniędzy, a resztę trzeba zainwestować w interes - opłacenie miejsca na jarmarku. Niestety kolezanka oznajmiła, że większość sprzedanych rupieci nalezała do niej i chce swoją kasę i ma gdzieś ten budżet. Renee jej poradzila, żeby sama założyła jednoosobową firmę, a po pieniądze niech się zgłosi do nauczyciela. Pieniądze wraz z innymi rzeczami sa zamknięte w klasie. Także jak widac zła moc pieniądza jest wszędzie taka sama. Potrafi rozwalić przyjaźń, skłocić wszystkich ze wszystkimi. A Renee stwierdzila, ze niech ta dziewucha robi jak jej sie podoba, niech bierze te swoje pieniądze, a Renee sama chyba zajmie się tym projektem, by go doprowadzić do końca i dostać za niego przyzwoitą ocenę. Dziewczyna z kolei miala zająć się blogowaniem. Sama się zglosiła. Blog mial być o tym jak wystartować własny biznes - krok po kroku z opisem jak gromadzily rzeczy, jak je wyceniały oraz rezultat. Po rozmowie telefonicznej z kolezanką Renee otworzyla bloga, ktory okazal sie...pusty. Nie ma w nim ani jednego wpisu. Tak oto wyglada praca w grupie, nie wspominając o wspólnym biznesie! Renee marzy już o skończeniu tej szkoły, bo to sprawi, że nie będzie już musiala więcej ogladać tej okropnej kolezanki. Na jarmarku to, co zwykle - przede wszystkim pelno welnianych skarpet, zimne pączki, kielbasy i swiecidelka, no i błoto całkiem za darmo. 
stoiska rozstawione w szklarni

najprzyjemniejsze miejsce jarmarku - ogrod w szklarni




Paulina wśród zieleni

słomiany koziołek
A dzisiaj poszłam razem z mężem i psem w las.



dzielny Nemo

środa, 10 grudnia 2014

Bankiet trwa

Raz w roku o tej porze zasiadam w salonie przed szwedzkim telewizorem i oglądam relację z wręczenia przez miłościwie nam panującego króla Carla XVI Gustafa Nagród Nobla. W polskiej tv opowiadają o torturach w Kiejkutach lub Hofamn i spólka walczą o powrót do politycznego la dolce vita. Same nuuuuudy. Wybrałam oczywiście bankiet. Leżę na sofie, zajadam sie rodzynkami i sliwkami umoczonymi w rozpuszczonej czekoladzie, popijam kawę latte i wczuwam się w atmosferę tego noblowskiego wieczoru. Pstryknęłam nawet kilka fotek, ale zauwazylam, że szwedzki Aftonbladet już opublikowł swoje zdjęcia, więc je po prostu kopiuję, by Wam pokazać jak smacznie jedzą i pięknie wygladają goście. Zatem proszę szykować się na: 

  Po wręczeniu nagród w Konserthuset całe towarzystwo przeniosło się do Ratusza w Sztokholmie na bankiet.
1300 gości

królowa Sylvia

księżniczka Madeleine

księzniczka, następczyni tronu Victoria

książę ze swoją narzeczoną Sofią


 Na obiad podano:
I danie - zupa krem kalafiorowa z krabem
II danie - polędwica z jelenia królewskiego, do tego szafranowa pannacotta
deser sorbet z jagod z Gotlandii
do zupy podano szampana. Muszę to wypróbować. A juz niedlugo będzie okazja, bo Ronny ma jubileuszowe urodziny. Zrobię zupę, postaram się zdobyć dziczyznę - jelenia lub łosia i ten obiad dlugo goście będa pamiętać.
to jest drugie danie



deser
Teraz goście tańczą. A ja zastanawiam się dlaczego polska telewizja nie transmituje tego wspanialego święta jakim jest dzień wręczenia Nagród Nobla.
Gdy zerknęłam w polską tv, to aż mi się slabo zrobiło. Na Kino Polska, jak wiadomo "07 zgłoś się", na jedynce Liga Mistrzow, na Kulturze jakieś stare filmy dokumentalne o amnestii więźniów w Polsce, a na TVN24 ględzenie o terroryzmie i powrot do telewizji Hofmana i tego gogusia Kamińskiego. Wspólczuję Wam, że takie badziewie Wam serwują. A ja idę się dalej bawić. Na zakończenie pokażę moją nową maszynkę o nazwie chokladfondue kupioną wczoraj , a w ktorej rozpuszczamy gorzką czekoladę i przeżywamy rozkosze. To znaczy ja i Renee, bo reszta jest nieobecna.
rodzynki, śliwki, biała i gorzka czekolada, jednym słowem poezja

niedziela, 7 grudnia 2014

Przygotowania do świąt

No i za chwilę zacznie się poniedzialek. Weekend spędziłam koleżeńsko - rodzinnie. W piątek wieczorem u jednej z polskich kolezanek odbyło sie czekoladowe przyjęcie. Robiłyśmy razem pralinki na święta. Zanurzałyśmy marcepan czy suszone śliwki w rozpuszczonej czekoladzie, śmiałyśmy się do rozpuku i sprawiłyśmy sobie smaczną kolacyjkę.

Za oknem padał deszcz, ale wewnątrz to już zupełnie świątecznie klimaty i do tego zapach czekolady.

W sobotę zaczął się jarmark świateczny w Umeå. Łazilysmy z Pauliną od straganu do straganu i stwierdzilysmy, że sprzedają dokladnie na tych samych stoiskach te same rzeczy, co w zeszlym roku. Ja w każdym razie kupilam skorę renifera jako prezent dla Mikaela i Pauliny na gwiazdkę. Niech położą cos na podloge w tym swoim domku. Paulina byla przy tym zakupie, dlatego o nim otwarcie piszę. Dla nie niej to niestety nie jest już niespodzianka. Ale za to coś, czego ona bardzo oczekiwała. Mikael nic nie wie. Polskiego nie zna, więc nie czyta mojego bloga.
Po jarmarku dziewczyny zabrały się za pieczenie i gotowanie już takie na święta. Renee wałkowala ciasto na pierniki

  Paulina z kolei robila kuleczki z mięsa (łosia) mielonego i smażyła je.

  Siedziałyśmy w trójkę w pachnącej piernikami i köttbullar (mięsne kuleczki) kuchni, gadałyśmy, śmiałyśmy się, praca była sama przyjemnością, a nie zadnym cięzkim obowiązkiem, biorąc pod uwage fakt, że ja nic nie robilam, tylko przygladalam się i smakowalam na przemian - to usmazonej kuleczki, to upieczonego piernika. W przyszły weekend zrobimy knäck - to takie tradycyjne szwedzkie cukierki typu ciągutki z pokruszonymi migdałami.
to zdjęcie z internetu przedstawia te cukierki.
Nasze wlasne zrobimy w przyszłym tygodniu.

W tygodniu upieczemy rownież luciabullar, czyli bułki drożdżowe z szafranem na św. Łucję, które jest 13 grudnia. W dzisiejszych szwedzkich wiadomościach njusem numer jeden było powiadomienie spoleczeństwa, że w jakiejś szkole na poludniu Szwecji świętą Łucją będzie ...chłopak, który poprowadzi caly swój orszak. Byla to wiadomość z rodzaju radosnych, że w końcu naród zaczyna mysleć poza granicami płci i jest to dowód na równość wszystkich ze wszystkimi. Ronny, pokręcił tylko glową, zrezygnowany westchnął i powiedzial, że świat już chyba zwariował, a on sam nie wie, czy traktować takie zmiany w kategoriach żartu czy jednak na poważnie.

czwartek, 4 grudnia 2014

Polityczne trzęsienie ziemi

Wczoraj w Szwecji nastapiło trzęsienie ziemi, polityczne. Nowy rząd, urzędujący raptem dwa miesiące, przegrał głosowanie nad budżetem w parlamencie Riksdagen. W Riksdagen znajdują się trzy siły polityczne - blok lewicowy, ktory wygrał wybory 14 września, składający sie z Partii Socjaldemokratycznej, Partii Zielonych oraz Partii Lewicy mający w sumie 158 mandatów, blok centroprawicowy - 142 mandaty i osobna partia Szwedzkich Demokratów posiadajaca 49 mandatów. Szwedzcy Demokraci zostali przez te obydwa bloki nazwani rasistami i neonazistami i żadna z partii nie chce z nimi wspólpracowac, mimo że ok.800 tysięcy Szwedow oddało swój glos na nich. I to wlasnie oni SD nie zagłosowali na budżet rządzącego bloku, ktory i tak jest rzadem mniejszościowym. Obecny premier Stefan Löfven odgrażał sie przed głosowaniem, że nigdy nie będzie premierem państwa z budżetem opozycji (centroprawicy) i poda sie razem z rządem do dymisji, dodal jeszcze, ze nigdy też nie będzie współpracował ze Szwedzkimi Demokratami. Ten nowy rzad zdążyl już w ciągu tych dwoch miesięcy zlamac kilka swoich wyborczych obietnic i nawet teraz nie dotrzymali słowa. Löfven nie zrezygnował ze swojego stołka ministra, tylko oglosil nowe wybory, ktore odbęda się 22 marca. Nie wiem na co on liczy z tymi wyborami. Marzy mu sie, że nagle Szwedzi, a zwlaszcza te 800 tysiecy zagłosuje na ich blok? Ja na pewno tego nie zrobię. Ich fantastyczny program, to podwyzka zasilkow dla bezrobotnych, wiecej kasy na szkoły i cale gory pieniędzy na imigrantow, którzy do Szwecji są wręcz zapraszani. I to jest własnie ten punkt, ktory Szwedzkim Demokratom w ogole nie pasuje. SD zapowiedzieli, ze beda blokowac każdy budżet, ktory ogromne pieniądze będzie przeznaczał na wpuszczanie do Szwecji imigrantów. A w Szwecji nie ma pracy, a wiekszość tych imgrantów trzeba wykształcić, wyżywić, dać mieszkania socjalne, ktorych po prostu brakuje. W mediach wczoraj huczało, każdy powtarzal jak mantrę, ze SD ma swoje korzenie w nazizmie. Osobiście uwazam, ze to Socjaldemokraterna, tak, tak wlasnie oni, mają swoje korzenie w nazizmie, bo to za ich panowania w Szwecji powstał Istytut Biologii Rasowej w 1922 roku.  "W latach 1934-1975, w czasie rządów Szwedzkiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej, wysterylizowano tam 63 tys. osób „nieprzydatnych” lub „niedostosowanych społecznie” i dalej 
„Doktryny rasistowskie zostały rozwinięte na terytorium Szwecji przez ideologicznych szefów socjaldemokracji, Alvę i Gunnara Myrdalów, gorących zwolenników higieny rasowej i sterylizacji osobników „niepełnowartościowych”. Sterylizacja była praktykowana w Szwecji do 1975 r. Pod płaszczykiem naukowym wykastrowano z powodów rasowo-biologicznych ponad 63 tys. osób, głównie dzieci. W wątpliwych przypadkach zadowalano się połowiczną kastracją, przez usunięcie tylko jednego jądra, aby „zmniejszyć przyszły popęd seksualny”. Ponieważ idee te nie były importowane z Trzeciej Rzeszy, lecz były produktem krajowym, można je było w Szwecji rozwijać i upowszechniać jeszcze trzydzieści lat po upadku nazizmu”.
 - to cytaty z Wikipedii. 

A Szwedzcy Demokraci jeszcze nikogo nie wysterylizowali z powodu odmiennego koloru skóry. Oni chca powstrzymac ogromny przypływ imigrantów z państw odleglych i krańcowo odmiennych kulturowo od Europy. Sąsiedzi Szwedów - Dania i Norwegia prowadzą inną politykę imigrancką i co tu duzo gadać, pukają się w czoło na to, co Szwecja wyprawia i śmieja się z jej wielkiej miłości do uchodźców twierdząc przy okazji, że taka polityka zgubi Szwecję.                                                     Dzisiaj w radiu wysluchałam wywiadu z Dunką Agnete Raahaug, ktora jest pastorem, teologiem i stoi twardo na strazy wartości chrześcijańskich. Szwedzki dziennikarz zapytal ją, dlaczego Dania - jeden z najbogatszych krajow świata i na dodatek z najszczęsliwszymi obywatelami prowadzi restrykcyjną politykę wobec imigrantow - uchodźcow. Ona odpowiedziala, że tu wcale, ale to wcale nie chodzi o pieniadze, tylko o to, że oni - obywatele nie dostali przyzwolenia od nastepnych generacji na wprowadzenie islamu do Danii. Islam i chrześcijaństwo wedlug niej absolutnie nie ida z soba w parze, stoją w zupelnej opozycji do siebie, a kultury Europy i swiata islamskiego nie maja z soba kompletnie nic wspólnego. Dlatego nie wpuszczają do Danii islamu. Oczywiście nasze lewicowe media nazwaly taka wypowiedź za islamofobiczną i wręcz poniżajacą. Szwedzcy Demokraci myślą podobnie jak Agnete Raahaug, ktorej glos jest w Danii bardzo słyszalny i opiniotwórczy. Zobaczymy jak powiedzie się Socjaldemokratom w nowych wyborach. Zobaczymy rownież jak powiedzie się SD. Ale emocje są, to muszę przyznac. Podobna sytuacja, kiedy powtarzano wybory miala miejsce ostatni raz w Szwecji w 1958 roku. osobiście przypuszczam, że ten cały Löfven będzie musial pożegnać się ze swoim stolkiem premiera. I bardzo dobrze! Pewnie do rzadow powróci centroprawica, ale poprzedni premier Fredrik Reinfeldt zrezygnowal, po przegranych wyborach ze swojego stanowiska prezesa partii Moderatów, a teraz jakby zapadl sie pod ziemię, bo nigdzie go nie widac i nie slychać. Blok centroprawicowy nie chce wspólpracować z SD i zielonoczerwonymi, zielonoczerwoni nie chca wspólpracowac z SD, ale chcą wspólpracy z centroprawicą i jak to jeden dziennikarz powiedzial - ze Szwecji zrobią się Włochy - co pół roku będa nowe wybory. Ale sie porobiło i kto by przypuszczał, ze w tej uporządkowanej Szwecji tak się namiesza!   

wtorek, 2 grudnia 2014

Bez internetu

Od piątku byłam pozbawiona internetu i telefonu komorkowego. Coś sie porobilo z masztem i te nowoczesne gadżety po prostu nie działały. Dobrze chociaż, że moja polska tv działała, bo byłabym zupełnie pozbawiona wieści z kraju i ze świata. Ostatnią czynnością, którą zrobiłam na internecie tuż przed jego zniknięciem, było rozwiązanie testu pod tytułem "Na ile jesteś kobieca?" Z gory zakładałam, że kobieca jestem na 100%, jednak wynik nawet mnie zdziwił. Brzmiał nastepująco: "Jest w tobie 13% kobiecości. Gratulacje! Jesteś prawdziwym mężczyzną! Nie jeden mężczyzna chciałby się z tobą zamienić!" Wydaje mi się, że to przez ten gender coś mi się pomieszało w głowie i zaczynam powoli tracić orientację, co do mojej tożsamości w ogóle. Bo wiecie gender twierdzi, ze moje ciało nie definjuje mojej płci! To sie porobiło na tej ziemi. Padłam ofiarą gender! Czy ludzie z dobrobytu wymyślaja takie teorie?
Brak internetu sprawił, ze spokojnie poczytalam sobie ksiązki. Na pierwszy ogień poszla powieść Szczygielskiego "Berek". Przyjechala do mnie z Polski w drugiej paczce od rodziców. Do domu dotarl do mnie karton z dziurą i dziwnie pachnący. To "Soplica" potlukla się i pieknie nasączyła czasopisma i książkę. Mama przestrzegala mnie przed tą powieścią. Pierwszy rozdzial zaczyna się od razu z grubej rury - jest to pornograficzny opis pieprzenia się dwóch facetów w kiblu jakiegoś nocnego klubu. Jest to taki opis, że aż wlosy stają dęba na glowie. Przypuszczam, że Szczygielski celowo tak zaczął swoja powieść, by ewentualny czytelnik mógł na poczatku zdecydować czy tę książkę czytać dalej, czy ją po prostu odrzucić. Po otrzasnięciu się z pierwszego szoku zaczęłam lekturę kontynuować. W końcu nie jestem homofobką. Tak mi się przynajmniej wydaje. Chociaż istnieje ryzyko, że jakis czytelnik może stać się homofobem po przeczytaniu całości. Szczygielski jest mistrzem w opisywaniu obrzydliwych scen erotycznych i zupełnie nie rozumiem, co miał na celu, by tak drobiazgowo opisywać akty między samcami. Przecież autor sam jest gejem, partnerem czy mężem slynnego Raczka z telewizji i chyba powinno mu zależec na tym, by środowiska homoseksualne opisać w jakis przyjemniejszy sposob, a nie eksperymentować na czytelniku i sprawdzać wytrzymałość jego systemu nerwowego. Oczywiście głowny bohater szuka swojej prawdziwej miłości i do tego walczy ze swoją moherową sąsiadką, a sasiadka z nim.  Oczy mnie szczypały podczas czytania, ale nie dlatego, że przeżywałam jakieś wzruszenia, tylko dlatego, że z wilgotnych kartek biły opary "Soplicy".
Innym wydarzeniem byly chrzciny w rodzinie, ktore odbyly się w protestanckim kościele. Przy nawie głownej stoi bankomat, ale nie na wyciągnięcie pieniędzy, a na podarowanie ich kościołowi lub wykupienie jakiś usług oferowanych przez kościół. Kościól na przyklad sprzedaje pizzę.

  Dziecko nie ma rodzicow chrzestnych, bo w protestanckim kościele jest taki rodzic zbednym elemnetem, ale nie jest zakazane, by takowych posiadać. Poczęstunek skladał się z dwóch tortów - kanapkowego i slodkiego.
moje imię zawsze sprawia problemy tutaj w Szwecji. I kto by pomyślał... 

Jak widac zastawa stołowa była różowa. Zapytałam Alinę czy nigdy nie slyszala o gender. Ona stanowczo odpowiedziała, że ma w d...ten cały gender. Ma bardzo konkretny stosunek do nowości obyczajowych. Stwierdziła, że ona jest pewna, że urodzila dziewczynkę, a skoro istnieją rodzice, ktorzy maja wątpliwości co do płci swojego dziecka i to bezpłciowe dziecko jest hen czyli ono, to jest to ich wybor i skoro takie wybory dzisiaj trzeba tolerowac, to ona żąda tolerancji dla okreslonej plci swojego dziecka. No, zobaczymy czy zawalczy, gdy jej dziecko pójdzie do szkoły. W programie szkoly jest wyraźnie napisane, że "szkola ma aktywnie przeciwdziałać jakimkolwiek wzorcom przypisanym płci". A dzisja rano jadąc do pracy sluchałam, jak zwykle radia, a w nim Pink Floyd odspiweał stary swój przebój - "We don´t need know education" i nareszcie zrozumiałam przeslanie zbuntowanych przeciwko edukacji treści. Jesli szkoła na Zachodzie była taka beznadziejna jak ta teraz tu w Szwecji, to w tej piosence maja święta rację i szkoly powinno się zamknąć na cztery spusty.
Amen!