Nareszcie zaczął padać deszcz! Nareszcie! Bo w końcu mogę założyć któryś z moich pięknych swetrów, które kupiłam przed wyjazdem, pochodzić w moich ulubionych dżinsach, odsapnąć po upałach i w końcu usiąść i poczytać książki. Wczoraj poszłyśmy z mamą do jej biblioteki i pożyczyłyśmy. W Gdańsku najbardziej lubię czytać powieści, które rozgrywają się w Gdańsku, bo skoro bohaterom coś się przytrafia w tym mieście, to i może mi się też przytrafi. Wybór padł na nieznaną mi do teraz pisarkę gdańszczankę - Hannę Cygler. Wczoraj, wietrznym i zachmurzonym wieczorem, zaczęłam czytać jej powieść "Kolor bursztynu" - główna bohaterka mieszka w Gdańsku, kocha bursztyny i poznaje faceta Szweda, który jeździ volvo. No, chciałoby się wręcz powiedzieć, że to o mnie! Niestety bohaterka jest znacznie młodsza ode mnie, uwikłana w kryminalną historię i przeżywającą uniesienia miłosne takie, że ho, ho. I to jest ta diametralna różnica, bo Ronny i ja w tych sprawach - momenty i uniesienia - raczej przypominamy parę - Barbarę i Karola ze sztuki teatralnej "Seks dla opornych", którą obejrzałyśmy z mamą w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Sztuka została wyreżyserowana przez samą Krystynę Jandę i jest komedią (w I akcie) z dodatkiem refleksyjnym(w II akcie), zresztą mogę wkleić tu z gościnnych stron www. teatru szybki podgląd o czym ta sztuka jest:
Karol i Barbara, uzbrojeni w egzemplarz SEKSU DLA OPORNYCH, meldują się w modnym hotelu z misją niemal rewitalizacji swojego związku. Przeżyte lata odcisnęły na nich swoje piętno, dołożyła się do tego trójka dzieci, stres i codzienna rutyna. Czy jeszcze sprostają wszystkim szalonym i swawolnym pomysłom, jakie podsuwa im autorka wyrafinowanego poradnika, mającego uratować ich więź? Czy Karol jest rzeczywiście gotowy na widok swojej pięćdziesięcioletniej żony, matki ich dzieci, ubranej w seksowne lateksowe wdzianko?
Krystyna Janda o SEKSIE DLA OPORNYCH: „To gorzki ale zabawny tekst. Małżeństwo z niemal trzydziestoletnim stażem, architekt i jego żona, całe życie zajmująca się domem i dziećmi, przeciętni inteligenci, którzy nigdy nie pozwolili sobie na żadne szaleństwo, wiodący dotąd raczej banalne, pracowite ale spokojne życie, zapragnęli jakoś ożywić swój związek, obudzić dawne emocje. Postanawiają więc uciec z domu i spędzić weekend w najmodniejszym hotelu. Co prawda zabierają ze sobą praktyczny poradnik SEKS DLA OPORNYCH, ale nim do niego sięgną, by osiągnąć pożądaną gotowość, muszą dokonać głębokiego obrachunku. Będzie burzliwie i dramatycznie, wzajemne pretensje i urazy zaprowadzą ich niemal do ostatecznego zerwania, poradnikowe recepty dostarczą zdecydowanie groteskowych przeżyć, narażając na zawstydzenie raczej niż powrót wielkich namiętności. Ale też to doświadczenie pozwoli im docenić wartość codziennej, może szarej ale nieodzownej bliskości i przywiązania, zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Ich własnej miłości po prostu. A to może się okazać ważniejsze niż podniecający może, ale krótkotrwały błysk ekscytacji."
Przedstawienie powstało w koprodukcji z warszawskim Teatrem Polonia.
Na scenie pojawiła się wspaniała Dorota Kolak, a jej "mężem" był Mirosław Baka - doskonały duet, świetna gra aktorska.
W przyszłym tygodniu idziemy znowu do teatru na "(g)DZIE-CI faceci" tym razem zabieramy z sobą mojego tatę. Aktor - sąsiad moich rodziców, zaprosił nas również na "Broniewskiego" wręczając moim rodzicom miejscówki. Najgorsze jest to, że wtedy już będzie tu bawił mój mąż i akurat w tym czasie ma on ochotę przejechać się ze mną do Białegostoku, bo stwierdził, że muszę odwiedzić moich dziadków na cmentarzu.
Ale wracając do literatury pięknej. Wczoraj zaczęłam czytać "Kolor bursztynu", no i przed chwilą dotarłam, do ostatniej strony. Mama jest w trakcie drugiej powieści tejże pisarki, więc muszę trochę odczekać.
Czas upływa mi błogo. Ciągle coś jem. Bilans ostatnich dni to kilogram zjedzonego przeze mnie sernika z makiem, butelka wina z Mołdawii, pierogi z mięsem, fasola szparagowa, no, a dzisiaj obiad robiony przez mojego tatę, spécialité de la maison - kotlety schabowe! Nikt takich kotletów nie robi jak mój tata. Do tego maślanka - napój w Szwecji nieznany i ogóreczki małosolne, też Szwedom nieznane. Aż chwilami się zastanawiam, co oni w tej Szwecji jedzą? Jednym zdaniem to moje wakacje marzeń - teatr, dobra książka i smaczne polskie jedzenie. To jest to!
schaboszczak pychotka
po wyjściu z teatru - ja w tej kwiecistej chuście
moja mama też po wyjściu z teatru, a w tle katownia
PS. Dowiedziałam się od Renee, że moje ziemniaki zaczęły rosnąć, a od Pauliny, że pracuje za kręgiem polarnym podpalając lasy i to w 30 stopniowym upale!